Idee mają konsekwencje!

Idee mają konsekwencje

„Idee mają konsekwencje.” Książką, która polecam od ponad dwudziestu lat tym, którzy chcą zrozumieć źródła i przyczyny obecnego upadku kultury zachodniej. „Idee mają konsekwencje” autorstwa Richarda Weavera opublikowana została w 1948 roku (polskie wydanie w 1996 – Wydawnictwo Profesjonalnej Szkoły Biznesu z Krakowa). Ponad siedemdziesiąt lat, jakie minęło od publikacji książki potwierdziło tezy autora i dostarczyło mnóstwo dowodów na słuszność jego diagnozy. Lektura tej książki dzisiaj nie nastraja optymistycznie. Od 1948 roku wszystkie opisane przez Weavera symptomy upadku naszej cywilizacji nie tylko się znacząco nasiliły, ale pojawiły się ich nowe, znacznie gorsze, pochodne i mutacje. W swoich poszukiwaniach praprzyczyn obecnego upadku Weaver sięga do XIV wieku i średniowiecznego sporu o uniwersalia. Osobą, która miała znaczący wpływ na zmianę kierunku myślenia i która przyczyniła się do fatalnej w skutkach doktryny nominalizmu był William Ockham. Co ciekawe, podobne stanowisko przedstawił Bendykt XVI w słynnym wykładzie ratyzbońskim. To pęknięcie powstałe w XIV wieku od tego czasu cały czas się powiększało prowadząc prostą drogą do widocznego już końca naszej cywilizacji. Powie ktoś, że wiązanie zdarzeń sprzed 600 lat z dniem dzisiejszym to przesada, ale wszyscy historycy starożytności twierdzą, że przyczyny upadku Imperium Rzymskiego należy umieścić cztery stulecie zanim to sobie powszechnie uświadomiono. 

Nie sposób w tej krótkiej recenzji prześledzić cały niesłychanie ciekawy i niepokojący wywód Weavera. Skupmy się na kilku punktach. Pierwszym powszechnym, a z pewnością błędnym przekonaniem sygnalizowanym przez autora jest myślenie według postępowej teorii historii. Bardzo często spotykamy się z przekonaniem, że cała historia to nieustanny postęp i teraz na pewno jesteśmy w punkcie najwyższego dotąd rozwoju. Przekonanie takie jest podtrzymywane przez lewicowych myślicieli, w szczególności od czasów tzw. „Oświecenia”. Pozwala to na podtrzymywanie lewicowych mitów, pomimo oczywistych faktów im przeczących. Komunizm ma się dobrze pomimo stu kilkudziesięciu milionów ofiar tego systemu, bo jest przecież najwyższą formą rozwoju. Mam tu na myśli też obecne wykwity myśli marksizmu kulturowego, czyli dominującej dzisiaj w całym zachodnim świecie ideologii. Wszystkie obecne szaleństwa zawsze są pokazywane jako postęp. Moim zdaniem każdemu znającemu chociaż trochę historię hasło „postęp” powinno nakazywać włączenie najwyższego stopnia czujności i nieufności.

Bardzo ciekawe są uwagi Weavera poświęcone zmianie języka, którym się posługujemy. Coraz częściej mamy z tym do czynienia – lewica dość skutecznie działa w kierunku zmiany znaczenia słów lub doprowadza do zakazu używania tych, które uważa za „oceniające” i „źle wartościujące”. W podtytule rozdziału „Potęga słowa” autor cytuje Emersona: „Stopniowemu upadkowi człowieka towarzyszy upadek języka”. I trudno się z tym nie zgodzić. Autor odnosi się bardzo krytycznie do współczesnych mu semantyków. Ich wysiłki zmierzające do likwidacji polaryzacji podglądów poprzez zmianę języka ocenia, moim zdaniem trafnie jako próbę zakłamania rzeczywistości. Semantycy widzieli uprzedzenie w każdym epitecie – rozwinięcie ich myśli mamy na co dzień w formie poprawności politycznej. Od czasu publikacji książki i już po śmierci Weavera sytuacja radykalnie się pogorszyła. Ciekawe co Weaver powiedziałby o postmodernistach i dekonstrukcjonistach, którzy doprowadzili to, co zaczęli semantycy do kompletnego absurdu.   Irracjonalizm, który zarzuca Weaver semantykom w wypadku postmodernistów został spotęgowany. Zapewne też przypomniałby im przywoływane w książce słowa Tukidesa wypowiedziane podczas nieszczęść wojen peloponeskich: „zwyczajna akceptacja powiązania słów z rzeczami była zmieniana stosownie do upodobań ludzi.” Dzisiaj widzimy, jak ideolodzy gender stosownie do swoich upodobań wiążą słowa z rzeczami szykując nam w ten sposób kolejne nieszczęścia.  

I na koniec jeszcze jedna uwaga autora z rozdziału „Psychika zepsutego dziecka”, w którym opisana jest kondycja ówczesnego Amerykanina (lata czterdzieste XX wieku!). Człowieka, który nie potrafi widzieć związku pomiędzy wysiłkiem a nagrodą. Zaspokającego zachcianki, które wmówiły mu środki masowego przekazu (telewizja była wtedy w powijakach i Weaver pomija ją w swoich rozważaniach!). Myślącego, że postęp jest automatyczny i rozumiejącym prawo do poszukiwania szczęścia jako prawo do jego posiadania. I kiedy przychodzi przywrócić prawdziwe wartości „…, gwałtownie potrzebujemy uwydatnienia faktu, że nie ma żadnego związku pomiędzy stopniem doznawanej wygody a osiągnięciami jakiejś cywilizacji. Wręcz przeciwnie, odpoczynek jako forma spędzania czasu jest jedną z najpewniejszych oznak trwającego lub nadciągającego upadku. … Kult komfortu jest więc jedynie kolejnym aspektem decyzji, którą człowiek podjął – że postanawia żyć tylko w tym świecie”. 

Kilka powyższych uwag dotyczących książki Richarda Weavera to moje luźne impresje związane z dniem dzisiejszym. Wybrałem tematy, dla których „wyzwalaczem” była lektura informacji w internecie o „postępach” szerzenia ideologii gender czy kolejny długi weekend w Polsce poświęcony kultowi grilla i piwa, a nie świętowaniu uroczystości Bożego Ciała.  Być może większość ludzi skutecznie zindoktrynowana przez lewicowe środki masowego przekazu nie chce myśleć o przyszłości, gdyż jak pisze Weaver: „Szczere spojrzenie w przyszłość jest nieprzyjemne dla słabych na umyśle, bo daje ostrą lekcję ograniczeń i konieczność odpłaty.” 

Jak chcecie zrozumieć, co się naprawdę dzieje z naszą cywilizacją koniecznie przeczytajcie o tym, że idee mają konsekwencje.   

Dlaczego mówią fałszywe świadectwo?

Dlaczego_mówią_fałszywe_świadectwo

Kościół Katolicki nie ma obecnie dobrej prasy. Skandale pedofilskie i wielka nieporadność, o ile można użyć takiego określenia, pasterzy Kościoła w ostatnich latach skutecznie podkopały autorytet, jakim jeszcze niedawno cieszył się Kościół Katolicki. Przy okazji skandali o podłożu seksualnym lewicowe media przywołują całą listę „grzechów” Kościoła. Na tej liście zawsze wymienia się wyprawy krzyżowe, inkwizycję, prześladowania pogan, w szczególności rdzennych mieszkańców obu Ameryk.Przywoływanie tych wszystkich spraw ma na celu wyrobienie przekonania w społeczeństwie o jednoznacznie negatywnej roli Kościoła w dziejach świata. Tymi wszystkimi grzechami zajął się Rodney Stark w książce „Nie mów fałszywego świadectwa. Odkłamywanie wieków antykatolickiej narracji” wydanej w 2018 roku przez Państwowy Instytut Wydawniczy. Autor jest znanym amerykańskim socjologiem i specjalizuje się w socjologicznej analizie zjawisk religijnych. Pracuje na baptystycznym uniwersytecie i jak sam pisze we wstępie: „Na koniec pragnę oświadczyć, że nie jestem rzymskim katolikiem i że nie napisałem tej książki w obronie Kościoła. Napisałem ją w obronie historii.” Zachowując obiektywne spojrzenie Rodney Stark zajął się szczegółowo dziesięcioma tematami, które od wielu dziesięcioleci, a czasem wieków popularyzowane są w całkowitej niezgodzie z dobrze udokumentowanymi faktami historycznymi, a najczęściej są zwykłymi kłamstwami i manipulację. Warto wymienić wszystkie opisywane w książce „grzechy” Kościoła Katolickiego: grzech antysemityzmu, zatajone ewangelie, prześladowania tolerancyjnych pogan, ciemne wieki średniowiecza, krucjaty, inkwizycja, herezje naukowe (ogólnie negatywny ponoć stosunek Kościoła do nauki), autorytaryzm i negatywny wpływ na rozwój gospodarczy.Autor w oparciu o odniesienie do bogatej faktografii punkt po punkcie pokazuje kto, jak i dlaczego od wieków fałszuje historię i rozpowszechnia po świecie kłamstwa na temat Kościoła Katolickiego. Ze wszystkich powyższych kłamstw chciałbym skupić się na jednym, które ostatnio jest podnoszone często i wydaje się, że zostało też w jakiejś formie zaakceptowane przez najwyższe władze Kościoła. Mam na myśli domniemany grzech antysemityzmu.Europejski Kongres Żydów po konferencji, która miała miejsce w Wiedniu w lutym 2018 roku opublikował dokument „An End to Antisemitsm” [link]. Dokument ten jest kolejnym powtórzeniem kłamstw, a co gorsza ich znacznym rozbudowaniem oraz listą nieuprawnionych żądań społeczności żydowskiej w stosunku do Kościoła Katolickiego. Posunięto się do takich absurdów jak propozycje cenzurowania Ewangelii i obowiązkowego dołączania komentarzy, w których czytelnika Ewangelii ma się informować o pozytywnej roli faryzeuszy i przypisywać całą odpowiedzialność za śmierć Chrystusa Rzymianom i Piłatowi. Bardzo dobre omówienie żądań Żydów można znaleźć w wywiadach z Pawłem Lisickim umieszczonych na YouTube Lisicki_1 Lisicki_2

Jak daleko sprawy zaszły w samym Kościele w akceptacji kłamstwa antysemityzmu Kościoła może świadczyć fakt, że w dniach 7-9 maja tego roku Papieskim Instytucie Biblijnym w Rzymie odbyła się konferencja „Jezus i faryzeusze: interdyscyplinarna ocena”. Wydaje się, że uczestnicy tej konferencji jako podstawowy fundament do rozważań przyjęli kłamstwo o antysemityzmie w Kościele Katolickim. O bulwersujących „owocach” tej konferencji można poczytać na portalu „Polonia Christiana” [link]. Co gorzej – konferencja ta wydawała się mieć wsparcie urzędującego obecnie papieża. W Polsce mamy okazję obserwować przy okazji tematu pożydowskiego mienia bezspadkowego, jak skutecznie zmienia się świadomość odpowiedzialności za holokaust w społeczeństwach na całym świecie. Okazuje się, że spora część opinii światowej jest już całkowicie pewna, że za holokaust odpowiadają naziści, czyli Polacy!  I to, że jest to stwierdzenie absurdalne i całkowicie niezgodne z faktami historycznymi, nie ma nic do rzeczy.

Wracając do książki – co pisze o rzekomym antysemityzmie Kościoła Katolickiego Rodney Stark. Po pierwsze – zjawisko antysemityzmu nie pojawiło się wraz z narodzinami chrześcijaństwa i nie chrześcijaństwo jest winne jego powstaniu. Antysemityzm występował już na stulecia przez narodzinami Chrystusa w różnych miejscach (Imperium Rzymskie czy Egipt). Podstawowym źródłem antysemityzmu wydaje się być trwała hermetyczność społeczności żydowskiej i żarliwa jej wiara niechętnie postrzegana przez pogańskie otoczenie. Na podobnej zasadzie Rzymianie byli antychrześcijańscy – nie akceptowali radykalizmu i swoistej hermetyczności chrześcijańskich wspólnot. Autor zwraca uwagę na fakt, że w Starym Testamencie jest mnóstwo sformułowań, które można jednoznacznie uznać za antysemickie. Traktuje się je jednak jako „wewnętrzny krytycyzm prorocki”. Te same określenia wygłaszane spoza „wewnętrznego kręgu” to już antysemityzm. Stark zwraca też uwagę na pomijany zwykle temat żydowskich prześladowań chrześcijan, którzy stanowili znikomą mniejszość w I wieku chrześcijaństwa. I zagrożenie ze strony Żydów było bardzo realne. Pod koniec pierwszego wieku populację chrześcijan szacuje się na osiem tysięcy, podczas gdy Żydów było ponad siedem milionów, w tym milion w samej Palestynie. Sporo miejsca autor poświęca działaniom Kościoła w walce przeciw odżywającym od czasu do czasu zjawiskom antysemickim. Skuteczność tych działań, formalnych w postaci oficjalnych dokumentów Kościoła i nieformalnych, była tak duża, że społeczności żydowskie w całej Europie cieszyły się swobodą działania, wiary i przez całe stulecia średniowiecza nie było problemu antysemityzmu. Gdyby rzeczywiście chrześcijaństwo było winne powstaniu i utrzymywaniu się zjawiska antysemityzmu nie byłoby możliwe, aby całe stulecia upłynęły przy braku jakichkolwiek aktów antysemickich. Warto też przytoczyć zamieszczone w książce słowa Stevena T. Katza, dyrektora Studiów Judaistycznych przy Centrum Elie Wiesela na Uniwersytecie Bostońskim: „Choć chrześcijaństwo dysponowało przez ponad tysiąc pięćset lat siłą zdolną zniszczyć część narodu żydowskiego, nad którym dominowało, postanowiło tego nie robić, […] ponieważ eliminacja żydostwa nigdy, w żadnym okresie, nie była oficjalną polityką jakiegokolwiek Kościoła ani jakiegokolwiek państwa chrześcijańskiego. Zamiast podejmować próby aktywnego wyeliminowania judaizmu, […] chrześcijańscy dogmatycy domagali się ochrony Żydów i judaizmu przed unicestwieniem, co jest przykładem niewątpliwej ironii.”

Skoro dyrektor Studiów Judaistycznych to wie, to dlaczego nie ma tej wiedzy w Watykanie? Czy naprawdę musimy starannie pilnować nasze domowe egzemplarze Pisma Świętego, bo kolejne wydania będą zmienione zgodnie z życzeniami społeczności żydowskiej?  

            Polecam zapoznanie się z opisem wszystkich kłamstw na temat Kościoła Katolickiego. Przy tak zmasowanym ataku na Kościół warto przyswoić sobie termin apologetyka i walczyć o prawdę. Książka Rodneya Starka jest jedną z tych pozycji, która naprawdę nam w tym mogą pomóc. 

Nowoczesna edukacja?

Psychopedagogiczne mity

            Od wielu lat w Polsce reformuje się edukację pod hasłem „nowoczesna i przyjazna uczniom szkoła”. A tymczasem badania efektywności nauczania robione od lat pokazują ciągły spadek poziomu edukacji. Nie trzeba nawet specjalnie czytać wyników badań – wystarczy porozmawiać z pracodawcami, wielu z których bez ogródek mówi o tym, że absolwenci szkół z roku na rok są coraz głupsi. Coraz gorzej jest też z dyscypliną w szkole. Agresja jest na porządku dziennym[1]

Jak to więc jest z edukacją i dlaczego nowoczesne metody nauki i wychowania jakoś nie dają pożądanych rezultatów. Częściową odpowiedź na to pytanie można znaleźć w książce Tomasza Garstki „Psychopedagogiczne mity. Jak zachować naukowy sceptycyzm w edukacji i wychowaniu” wydanej w roku 2016 przez wydawnictwo Wolters Kluwer. Autor jest członkiem Klubu Sceptyków Polskich i ma spore doświadczenie zawodowe w dziedzinie edukacji i szkoleń nauczycieli. W książce przeanalizował szereg modnych metod nauczania i to, jak jest w edukacji stosowana perspektywa naukowa. Na kilka z istotnych informacji zawartych w tej książce chciałbym zwrócić uwagę. 
Pierwszą informację, która może zadziwić to to, że dopiero w roku 2009 pojawiły się postulaty stworzenia pedagogiki opartej na dowodach! Do dzisiaj więc praktycznie wszystkie teorie nauczania to pedagogika nie oparta o żadne dowody. Krótko mówiąc dotychczasowa pedagogika nie spełnia kryteriów naukowości i znane teorie pedagogiczne, w tym te, które są wprowadzane w ramach „nowoczesnej szkoły”, nie mają podstaw naukowych. Więcej wartości mają więc chyba wielowiekowe doświadczenia, od Platona począwszy niż modne pomysły. Jakie to pseudonaukowe pomysły funkcjonujące w polskich szkołach opisuje Tomasz Garstka? Oto lista niektórych omawianych pseudonaukowych metod, z którymi możecie się zetknąć w polskich szkołach: kinezjologia edukacyjna, NLP czyli Neuro-Lingwistyczne Programowanie, Integracja Sensoryczna, neurodydaktyka, piramida uczenia Dale’a, style uczenia, inteligencje wielorakie czy wzmacnianie samooceny ucznia (psychologia własnej wartości).

Przeglądnąłem ofertę lokalnej poradni psychologiczno-pedagogicznej i oczywiście są tam oferowane działania z powyższej listy. Przeglądnąłem parę księgarni internetowych i możecie w działach dla nauczycieli znaleźć pozycje opisujące metody wymienione wyżej. Pseudonauka jest obecna wszędzie. 

Wspomniałem na początku o agresji w szkole. Według jednego z pseudonaukowych mitów pedagogicznych omawianych w książce należy budować poczucie własnej wartości u uczniów. Ma to być lekarstwo na sukces życiowy, a zgodnie z tym mitem osoby o niskim poczuciu własnej wartości są bardziej agresywne. A co na to wyniki badań naukowych? Otóż badania wykazują „brak związku między poczuciem własnej wartości a ocenami w szkole i osiągnięciami zawodowymi dorosłych”.  Jest raczej odwrotnie – to dobre wyniki w szkole są po części odpowiedzialne za wysokie poczucie wartości. Wysiłki, by podwyższyć samoocenę uczniów, nie wpływają na polepszenie osiągnięć edukacyjnych, a czasem mogą przynosić odwrotne skutki. Według mitu dzieci o niskim poczuciu własnej wartości są agresywne. A tymczasem: „Dowiedziono czegoś przeciwnego: to dzieci o wysokim poczuciu własnej wartości są częściej bardziej agresywne i bardziej narcystyczne.” No to może mamy jakąś odpowiedź skąd wzrastająca agresja w szkołach? 

Warto zapoznać się ze wszystkimi mitami opisanymi w książce. Trzeba mieć jednak świadomość, że Tomasz Garstka pokazuje tylko czubek góry lodowej.  Zaznacza w swojej książce problem dużo poważniejszy, ale opisuje go bardzo skrótowo. Mam na myśli wchodzące szeroką falą do szkół motywowane ideologią lewicową i oparte o postmodernizm i marksizm teorie. Mam tu na myśli między innymi pedagogikę krytyczną i antypedagogikę, która rujnuje umysły młodych ludzi. Wchodzi też do szkół i poradni psychologiczno-pedagogicznych odrzucona przez naukową psychologię post-freudowska psychoanaliza. Dotyka ona szczególnie dzieci, które podlegają terapii. A co ma do powiedzenia o dziecku w szkole psychoanaliza? Pozwolę sobie przywołać wypowiedź Hanny Segal cytowaną w książce: „Dla wielu dzieci budynek szkoły stanowi symboliczne ciało matki, podczas gdy nauczyciel wewnątrz symbolizuje ojca. Z tego punktu widzenie cała aktywność szkolna może być doznawana jako penetrowanie ciała matki, a sama nauka nabierać symbolicznego znaczenia: na przykład liczby i litery będą podówczas reprezentować genitalia, z literą „l” symbolicznie przedstawiającą męskie genitalia oraz literą „o” reprezentującą żeńskie; podobnie grupy dwóch liter lub liczb mogą reprezentować stosunek seksualny”. Ciekaw jestem, czy przeciętni nauczyciele szczerze zaangażowani w swoją pracę i poznający na szkoleniach różne „nowoczesne” metody wiedzą, o jaki fundament są one oparte. 

            Jaka będzie polska edukacja w przyszłości? Moim zdaniem jeszcze gorsza niż dzisiaj. Pomimo ukazywania w takich książkach jak „Psychopedagogiczne mity” bzdur i pseudonaukowości różnych „nowoczesnych” metod edukacji i wychowania mają się one dobrze, wspierane są przez MEN i coraz bardziej agresywną lewicę, w tym na uniwersytetach. I nikomu nie przeszkadza pseudonaukowość, bo dla lewicy postmodernistycznej to zaleta. Zdaniem zbyt wielu mających wpływ na system edukacji szkoła nie ma dawać wiedzy, a ma budować poczucie własnej wartości – może być fałszywe –  i tworzyć z uczniów bojowników o marksistowską sprawiedliwość społeczną. A bojownicy nie muszę dużo wiedzieć, mają realizować rozkazy. 

Gorąco zachęcam do lektury!


[1]Ostatni akt agresji to zabicie kolegi przez 15-latka w dniu 10 maja 2019 r. w szkole w Marysinie Wawerskim.

Alarm dla Kościoła.

Alarm_dla_Kościoła_Antychryst

Alarm dla Kościoła! Te słowa słychać coraz częściej w mediach katolickich prowadzonych przez świeckich. Alarmu tego nie słychać raczej w mediach kościelnych. Czy alarm jest uzasadniony? 

Odpowiedź na to pytanie starali się udzielić w książce „Alarm dla Kościoła. Nowa reformacja?” współpracownicy wydawnictwa Christianitas: Paweł Milcarek i Tomasz Rowiński.  
Książka jest zapisem czternastu wywiadów, jakie autorzy przeprowadzili ze księżmi i publicystami katolickimi. Poruszono szereg tematów związanych zarówno z tym, co do nas dochodzi za pontyfikatu obecnego papieża z Watykanu, jak i w z tym, co się dzieje w Kościele w Polsce. Wyłaniający się z tych rozmów obraz sytuacji moim zdaniem dobrze oddaje tytuł książki – alarm dla Kościoła powinien być głośny i docierać do każdego. Przyczyny obecnego kryzysu są dosyć dobrze znane, ale chyba przez większość trochę za mało rozumiane, a często lekceważone. Autorzy przywołują skandale pedofilskie i homoseksualne, problem turbopapiestwa, przechodzenie z liturgią w stronę show i gubieniem jej prawdziwej wartości, kapitulację przed islamem czy niszczenie dotychczasowego katolickiego rozumienia wartości i nierozerwalności małżeństwa. Z wielu wątków chciałbym zwrócić uwagę na jeden – „hybrydową inwazję” czyli podmianę pobożności katolickiej na zielonoświątkową. Sam mam problem z jednoznacznym odniesieniem się do tego tematu. Z jednej strony to, co dla mnie jest ważne w katolicyzmie to jego bardzo „rozumowe” podejście do wiary. Z drugiej strony oczywiste są dla mnie możliwe nadzwyczajne przejawy łaski (chyba dla każdego katolika powinno być to oczywiste!). Przeczytanie wywiadu z księdzem Andrzejem Kobylińskim spowodowało jednak, że większą uwagę będę zwracał na powszechne obecnie w Kościele działania w stylu „nowej religijności”. Od lat nurtuje mnie w tym kontekście pytanie: Dlaczego Kościół tak mało pokazuje swoje skarby przeszłości, takie jak chrześcijańska medytacja czy mistyka? Może czas wyciągnąć je ze skarbca i przekazać dużo szerzej wiernym. 

Oddzielnym, a przy tym niezmiernie przykrym tematem poruszanym w „Alarmie dla Kościoła” jest ocena polskiej hierarchii kościelnej w wywiadzie zatytułowanym „Płycizna, bezguście i zarozumiałość. Czas kiepskich?”.  Już sam tytuł mówi sporo, jaka jest ta ocena. Dla czytelnika nieznającego szczegółów funkcjonowania kurii biskupich, zasad doboru kandydatów na biskupów i priorytetów w działalności wielu biskupów informacje podawane w tym tekście nie są optymistyczne. Urzędnicza bylejakość, oportunizm i skupienie się na karierze wielu pasterzy nie wróżą dobrze w czasach coraz większego zamętu. Jest to też jakieś wyjaśnienie, dlaczego media kościelne nie biją na alarm. Dopasowują się po prostu do świata i „postępowego” nurtu w Kościele.  Nikt zdaje się nie pamiętać, co Jezus mówił o zwietrzałej soli (Mt 5,13).

A dlaczego na zdjęciu dzisiaj dwie książki? Druga, mała książka do przeczytania w jeden wieczór, jest swoistym komentarzem do omawianych czternastu wywiadów. Napisana ponad sto lat temu przez Rosjanina Włodzimierza Sołowiowa „Krótka opowieść o Antychryście” zadziwiająco dokładnie pasuje do widocznych dzisiaj wydarzeń. Zmiana w nauczaniu Kościoła, dopasowywanie się do świata, budowa uniwersalnej religii dla wszystkich czy coraz częstsze w nauce Kościoła zwracania uwagi nie na grzech, a na elementy ziemskiego „zbawienia”. Pacyfista, ekolog i zwolennik ekumenizmu to cechy przypisane przez Sołowiowa Antychrystowi. Książka ta przywoływana była przez Benedykta XVI w jego „Jezusie z Nazaretu”. Pisze Benedykt XVI: „A Antychryst, z miną wielkiego uczonego, mówi nam, że egzegeza, która czyta Biblię w duchu wiary w żywego Boga i wsłuchuje się przy tym w Jego słowo, jest fundamentalizmem”. Czy nie słyszycie często tego słowa w stosunku do katolików trwających przy Tradycji? Czy autorzy Listu Pasterskiego Episkopatu Polski na ostatnią Niedzielę Miłosierdzia martwiący się o „nawrócenie ekologiczne” wiernych znają słowa Benedykta XVI i wizję Sołowiowa?  
Polecam obydwie książki – alarm dla Kościoła jest faktem.   

Przy okazji: Warto posłuchać rozmowy z Tomaszem Terlikowskim, wywiad z którym też znajdziemy w książce „Alarm dla Kościoła”. Sporo z tego, co się dzieje wyjaśnia przekonywująco.  

Co mają nam do powiedzenia głupcy, oszuści i podżegacze?

Głupcy_oszuści_podżegacze

Kim są tytułowi głupcy, oszuści i podżegacze? Wybitny brytyjski myśliciel konserwatywny sir Roger Scruton jednoznacznie odpowiada już w tytule swojej książki: „Głupcy, oszuści i podżegacze. Myśliciele nowej lewicy.” (Wyd. Zysk i s-ka. Poznań 2018). Określenie mocne i jednoznaczne. Czy jest rzeczywiście tak, że można najbardziej znanych lewicowych filozofów określić jednoznacznie mianem głupców, oszustów i podżegaczy? Po przeczytaniu książki trudno mieć jakiekolwiek wątpliwości, że autor wybrał właściwe określenia. W swojej książce opisuje Scruton poglądy tak znanych postaci jak Hobsbawm, Galbraith, Sartre, Foucault, Lacan, Habermas, Rorty czy Zizek. A w zasadzie nie opisuje, ale skutecznie obnaża bezsensowność tych poglądów oraz jawne bzdury w nich zawarte. Wszystkie wymienione wcześniej postaci to współtwórcy fundamentu ideologicznego współczesnej lewicy i wszystkich tak zwanych „postępowych” ruchów, w tym ideologii gender i lobby homoseksualnego. Materiał w książce jest zbyt obfity, żeby go przywoływać w krótkiej recenzji. Gorąco zachęcam do przeczytania i zapoznania się samemu z pracą Scrutona. Ja chciałbym zwrócić uwagę na rzecz zwykle pomijaną – jak żyli ci, których poglądy ukształtowały i dalej kształtują współczesny świat. Zwykło się rozdzielać poglądy głoszone przez filozofów od ich życia. A propozycja zestawienia poglądów filozofa z jego życiem na ogół jest traktowana jako niepoważne podejście do tematu i coś w rodzaju „zaglądania do łóżka”. Moim zdaniem jest to błąd – skoro filozofię, czyli umiłowanie mądrości często określa się także sztuką dobrego życia to jak wygląda lub wyglądało życie lewicowych myślicieli jest istotne. Tym bardziej, że to właśnie oni obecnie narzucają całemu społeczeństwu swoje poglądy na seksualność i „zaglądają nam do łóżka”. 

Przyjrzyjmy się jednej z ulubionych i najbardziej znaczących postaci lewicowych środowisk, także w Polsce – Michelowi Foucault. Jedna z jego znaczących prac to Historia seksualności. Jest to jeden z szeregu myślicieli nowej lewicy, dla których zmiany w modelu społecznej percepcji seksualności i doprowadzenie do poluzowanie wszelkich ograniczeń w tym zakresie były ważne. Dlaczego? Jak pisze Scruton: „Foucault był nim (obszarem seksualności)w szczególności zainteresowany z uwagi na jego aktywność homoseksualną, która doprowadziła do wielu wybryków z jego udziałem, w tym wizyt w sadomasochistycznych łaźniach w San Francisco, co usprawiedliwiał z zawziętością przypominającą upiorną odę do sadomasochizmu z Bytu i nicości.” Foucault zmarł na AIDS w roku 1984. Kolejna „wielka” postać to „postrzelony psychoanalityk” Jacques Lacan. Odegrał wielki wpływ na studentów francuskich podczas rewolty 1968 roku. Seks był dla niego równie ważny jak dla Foucaulta. Seryjnie uwodził swoje pacjentki, a sam twierdził, że „nie istnieje coś takiego jak związek seksualny”. Materiał z jego biografii wystarcza, „żeby uznać Lacana za kryminalistę i szarlatana”. Kolejny „wielki” to Jean-Paul Sartre – najbardziej znany egzystencjalista. Rozwiązły pisarz żyjący w dziwnym związku z Simone de Beauvoir, pionierką współczesnego feminizmu, która małżeństwo porównywała do prostytucji. Sartre dzielił się z de Beauvoir swoimi kochankami, czasami żyli w czworokącie. 

Takich przykładów jest bardzo dużo i schemat się powtarza. Większość lewicowych myślicieli miała poważne problemy z zapanowaniem nad swoją seksualnością[i]. Nie mogąc sobie z nią poradzić musieli stworzyć uzasadnienie „filozoficzne” dla swojego postępowania odrzucając dotychczasowe normy. Działali w myśl starego powiedzenia: „Jeśli nie żyjesz tak, jak myślisz, zaczynasz myśleć tak, jak żyjesz.” Czy my żyjąc normalnie i chcąc tak żyć, mamy zacząć myśleć tak, jak oni? Ja nie zamierzam. 

A co mają nam do powiedzenia ci, których Scruton nazwał głupcami, oszustami i podżegaczami? Nie mają nic istotnego do powiedzenia. Ale jeżeli nie będziemy zwalczać ich szkodliwych poglądów, to głupcy, oszuści i podżegacze zawładną światem. Już się to dzieje na naszych oczach. 


[i]Warto zapoznać się z życiem i „twórczością” guru rewolucji seksualnej Wilhelma Reicha. Już nawet krótka notka w Wikipedii jest wystarczająco bulwersująca. 

Kto zamknął ludzkie umysły?

Umysł zamknięty


Książka, którą chcę zarekomendować tym razem, to sztandarowe dzieło amerykańskiej myśli konserwatywnej[1]– „Umysł zamknięty. O tym, jak amerykańskie szkolnictwo wyższe zawiodło demokrację i zubożyło dusze dzisiejszych studentów” Allana Blooma. Jak w recenzji do tej książki pisał Leszek Kołakowski: „Umysł zamknięty” to fascynująca, ostra i pełna pasji diagnoza przemian kulturowych, które nastąpiły w ostatnich dziesięcioleciach w obrębie cywilizacji, szczególnie w dziedzinie polityki i moralności. Wielu czytelników tej książki będzie oburzonych, ale nikogo nie pozostawi ona obojętnym.”  
Książka ukazała się w roku 1987 w USA, a pierwszy raz w polskim przekładzie, o ile pamiętam, w roku 1992 (wydawnictwo „Zysk i s-ka”).  Minęło więc ponad trzydzieści lat od jej publikacji. Lata te nie tylko potwierdziły pesymistyczne prognozy Blooma, ale wręcz zdarzenia kulturowe i polityczne w ostatnich latach idą dalej niż większość czytelników Blooma mogła przypuszczać trzydzieści lat temu. 
            Pierwszy raz czytałem „Umysł zamknięty” na początku lat dziewięćdziesiątych. I lektura ta nie pozostawiła mnie obojętnym. Na początku lat dziewięćdziesiątych tezy Blooma wydawały się dla mnie przesadzone, a niektóre wręcz bezsensowne. Kilka lat po roku 1989, trzydziestoparoletniemu  człowiekowi wychowanemu w PRLu i zadowolonemu z upadku marksistowskiej ideologii w Europie Wschodniej, ciężko było przyjąć do wiadomości, że tak zwany „wolny świat” jest zarażony lewicowością oraz marksizmem i podąża w kierunku modelu społeczeństwa, od którego właśnie uciekaliśmy.

Allan Bloom w swojej książce poddaje szczegółowej analizie amerykański model edukacji uniwersyteckiej i jego przemiany w XX wieku. O edukacji pisze: „Nie potrzeba dowodzić, jak ważna jest edukacja. Należy zauważyć, że dla narodów współczesnych, które w większym stopniu niż dawne opierają się na rozumie, kryzys uniwersytetu, siedliska rozumu, jest bodaj najpoważniejszym kryzysem, któremu muszą stawić czoło”. W Polsce słowa te są wyjątkowo aktualne. Jako uzupełnienie słów Blooma w odniesieniu do Polski warto posłuchać komentarzy śp. prof. B. Wolniewicza https://www.youtube.com/watch?v=ArF5a_zUa5Q.

Szerokie opisanie wszystkich poruszanych przez Blooma faktów i zmian kulturowych i cywilizacyjnych nie jest celem tego krótkiego opisu. Zwrócę uwagę tylko na jeden fakt, który Bloom opisuje jako poważny problem na samym początku swojej książki, a co widzę na co dzień w swoim otoczeniu. 
Powszechnie dzisiaj jest artykułowane przekonanie o względności prawdy. Chyba już większość ludzi uważa, że prawda jest względna. Media lansują postmodernistyczne idee i każdy uważa, że ma prawo do swojej własnej narracji i jest ona bez żadnych wątpliwości prawdziwa. Hasło o względności prawdy utożsamiane jest z otwartością, uważaną w dzisiejszych czasach za największą cnotę. Zakwestionowanie takiego poglądu i wskazywanie na obiektywny charakter prawdy jako zgodności opisu z rzeczywistością i jej niezależność od czyjejś „narracji” wywołuje u „postępowo myślących” nerwową reakcję i określanie inaczej myślących różnymi epitetami. W ostatnich latach chyba najbardziej ulubionym epitetem jest „faszysta”.  Bloom pisze: „A przecież różnica poglądów powinna rodzić pytanie, który z poglądów jest prawdziwy, a nie rezygnację z pojęcia prawdy.” Niestety tak nie jest. I w skrajnych przypadkach „postępu” niektórzy twierdzą, że współczesna fizyka jest produktem patriarchatu i białych, heteroseksualnych mężczyzn, a prawa fizyki opisane przez czarne kobiety z Afryki byłyby zupełnie inne. Takie twierdzenia są świadectwem upadku racjonalności. 

            Jak już pisałem niektóre tezy Blooma mocno mnie poruszyły. Najbardziej nie mogłem się pogodzić z rozdziałem poświęconym muzyce i jej roli w promowaniu złych zmian kulturowych. No bo jak wychowany na muzyce rockowej człowiek może zgodzić się z poniższymi słowami autora „Zamkniętego umysłu”: „Muzyka rockowa dostarcza przedwczesnej ekstazy i pod tym względem podobna jest do sprzymierzonych z nią narkotyków. Sztucznie wytwarza uniesienie, które w sposób naturalny łączy ze spełnieniem najwznioślejszych osiągnięć – zwycięstwem w słusznej wojnie, skonsumowaną miłością, twórczością artystyczną, obrządkiem religijnym i odkryciem prawdy. Bez wysiłku, bez talentu, bez męstwa, bez zaangażowania władz umysłowych wszędzie i każdemu przyznane jest równe prawo do korzystania z ich owoców.” Patrząc z perspektywy lat trudno nie zgodzić się z Bloomem. Dzisiaj argumenty Blooma są dla mnie oczywiste i zrozumiałe[2]

            Polecam gorąco wszystkim chcącym zrozumieć zachodzące na świecie zmiany książkę Allana Blooma „Umysł zamknięty”. Lektura obowiązkowa!


[1]Na obwolucie książki pisze się o myśli prawicowej i konserwatywnej, ale dzisiaj pojęcie „prawicowej” wymaga szczegółowego zdefiniowania. W polityce prawie nie ma partii prawicowych, a te które się określają jako prawicowe są może troszkę mniej lewicowe od skrajnie lewicowych. 

[2]Warto zobaczyć wykład ks. prof. Guza na temat muzyki https://www.youtube.com/watch?v=E9eZfUWdGjE

„Zakazana psychologia” czyli o bzdurach opanowujących świat ciąg dalszy.

Zakazana psychologia

Psychologiczne bzdury opanowujące świat, a w tym przypadku Polskę, śledzi od lat psycholog dr Tomasz Witkowski. Wydał kilka książek, z których chyba najbardziej znana to dwutomowa publikacja „Zakazana psychologia”. Pierwszy tom ma znaczący podtytuł „Pomiędzy nauką a szarlatanerią”. W ramach swojej walki o naukową i bezpieczną dla ludzi psychologię demaskuje bzdury i szarlatanerię wspierane przez ludzi z naukowymi tytułami. Tomasz Witkowski jest autorem polskiej wersji  prowokacji Sokala, którą przypomniałem w jeden z pierwszych recenzji książek. W wersji Witkowskiego prowokacja polegała na wysłaniu artykułu do redakcji najpopularniejszego polskiego popularnego magazynu psychologicznego „Charaktery” pełnego bzdur, ale napisanego na modłę naukową. Oczywiście te bzdury zostały opublikowane, a redakcja wręcz zachęcała do rozwijania tematu. O szczegółach warto poczytać na   blogu Tomasza Witkowskiego.

W dwóch tomach „Zakazanej psychologii” autor rzetelnie i w oparciu o udokumentowane źródła pokazuje, jak modne, pseudonaukowe bzdury wpływają na nasze życie. I co ważniejsze pokazuje funkcjonujący w środowisku naukowym mechanizm, bardzo niebezpieczny, który powoduje, że w nauce mogą funkcjonować pseudonaukowe hipotezy i teorie. A co gorsza, te pseudonaukowe teorie są traktowane jako pewne i zweryfikowane oraz stanowią podstawę do budowania w oparciu o nie nowych teorii. W ten sposób powstają piramidalne bzdury. I wygląda na to, że takich przypadków, nie tylko w psychologii, jest bardzo dużo. Warto mieć świadomość istnienia takich zjawisk i że nie zawsze to co jest przedstawiane jako naukowe jest naukowym naprawdę. Tym bardziej warto o tym wiedzieć, ponieważ część tych bzdurnych pomysłów jest wdrażana w życie i wywiera nas bezpośredni, często znaczący wpływ.  

Wracając do psychologii warto wymienić, w uzupełnieniu do przykładów już przytoczonych przy okazji recenzji „50 mitów psychologii popularnej”, co Witkowski wymienił w swojej książce jako pseudonaukowe, a funkcjonuje w powszechnej świadomości i praktyce na co dzień. Pierwszym ważnym tematem jest demistyfikacja postaci Zygmunta Freuda i wartości jego prac. Prac, które wywarły i wciąż wywierają znaczący wpływ na społeczeństwo, a które są najczęściej pseudonauką lub zwykłą szarlatanerią. Ponieważ tej postaci warto się przyjrzeć dokładniej przy innej okazji zacytuję tylko opinię Witkowskiego: „Nikt, kto podchodzi poważnie do nauki, nie traktuje już serio psychoanalizy …”. Czy aby na pewno tak jest? 

Kolejny ciekawy temat to ciągle modne i popularne programowanie neurolingwistyczne, czyli NLP. Na kursy NLP można natknąć się wszędzie. W księgarniach mnóstwo książek o NLP. Większość tak zwanych trenerów rozwoju osobistego przyznaje się do praktykowania tej metody. To, że jest to pseudonaukowa bzdura nie przeszkadza w jej reklamowaniu, powstawaniu organizacji ją promujących i wmawianiu ludziom, że jest to skuteczna droga do zmiany. Jak rozmawiacie z osobami oferującymi Wam pomoc w rozwiązywaniu osobistych problemów, sprawdźcie czy nie są to „czarodzieje” NLP. Szkoda Waszego czasu i pieniędzy. 

Pseudonauka jest obecna w każdej dziedzinie życia. Ale dla mnie przerażające jest to, że pseudonaukowe metody stosuje się w wychowaniu dzieci. Co nie pozostanie bez skutków dla przyszłych pokoleń. Jedną z pseudonaukowych metod, z którą dzieci spotykają się od przedszkola jest kinezjologia edukacyjna Paula Dennisona. Co ciekawe ta pseudonauka ma wsparcie Ministerstwa Edukacji Narodowej i innych znaczących instytucji z obszaru edukacji. To, że cała seria poważnych publikacji jasno określa kinezjologię edukacyjną jako pseudonaukę i wskazuje brak jakichkolwiek dowodów na skuteczność jej działania nie przeszkadza tym instytucjom na jej wspieranie. Takie podejście MEN do pseudonauki powoduje, że w edukacji pseudonaukowych bzdur stosuje się dużo więcej, z pedagogiką krytyczną na czele. Skutki już zaczynają być widoczne, a będzie jeszcze gorzej.

Sporo miejsca w swojej książce poświęcił autor roli psychologów jako biegłych w procesach sądowych. Zebrany materiał jest szokujący i wystarczający do natychmiastowego, znacznego ograniczenia roli psychologów, o ile nie do całkowitego pozbycia się ich z sal sądowych. Nic takiego jednak nie nastąpiło, a psychologów wszędzie coraz więcej. Na pewno nie ku naszemu pożytkowi. 

Gorąco zachęcam do przeczytania „Zakazanej psychologii” Tomasza Witkowskiego. Warto też oglądnąć jego wykłady na youtube (Wykład 1Wykład 2). 

Bzdury opanowują świat

50 mitów psychologii

      W recenzji książki „House of Cards. Psychologia i psychoterapia zbudowane na micie” poruszyłem istotny moim zdaniem temat małej wiarygodności tak zwanych nauk społecznych. Jedną z tych nauk, szczególnie mnie interesującą, jest psychologia. Zainteresowanie to sięga mojej pierwszej lektury „Wstępu do psychoanalizy” Freuda w 1982 roku. Dlaczego uważam, że warto się psychologią interesować? Z dwóch podstawowych powodów. Po pierwsze jest to jakaś forma poznania i możliwości poprawy samego siebie. Po drugie psychologia, zwłaszcza w czasach dzisiejszych, wywiera wielki wpływ na nasze codzienne życie. Przyjrzyjmy się tym razem temu drugiemu powodowi mojego zainteresowania psychologią. Czy naprawdę psychologia wywiera na nas tak wielki i codzienny wpływ? Moim zdaniem tak. Nasze dzieci wychowywane są według zaleceń psychologów. Kształtujemy w ten sposób przyszłość społeczeństw. Nasze codzienne decyzje i wybory często opieramy na wskazaniach wszechobecnych doradców-psychologów. W każdej telewizji w celu wyjaśniania sytuacji trudnych w życiu jednostki lub społeczeństwa możemy spotkać tabuny psychologów gotowych wyjaśnić wszystko i udzielić bezcennych rad. Kioski z gazetami są pełne różnych wyspecjalizowanych periodyków poświęconych psychologii, a w każdej popularnej gazecie są kąciki porad. W naprawdę trudnych dla wielu osób sytuacjach o ich losach decydują psychologowie – o przyznaniu opieki nad dzieckiem po rozwodzie czy tez o pozbawieniu praw rodzicielskich, o stwierdzeniu skłonności do popełnienia przestępstwa i wynikającym z tego wyroku sądu czy też ocenie przydatności do zawodu. Siła oddziaływania psychologów jest bardzo wielka, nawet jak z tego nie zdajemy sobie sprawy. Spróbujmy się przyglądnąć powszechnie uznanym za niepodważalne i funkcjonującym w świadomości społecznej na równi z prawami fizyki stwierdzeniom z dziedziny psychologii. Zapewne każdy z nas zna poniższe sformułowania:
– okresowi dojrzewania nieodłącznie towarzyszą poważne zawirowania psychiczne,
– kryzys wieku średniego to powszechna przypadłość,
– hipnoza pozwala dotrzeć do wypartych wspomnień,
– ludzie zazwyczaj wypierają wspomnienia o traumatycznych przeżyciach,
lepiej wyładować złość, niż ją w sobie tłumić,
– niskie poczucie własnej wartości to główna przyczyna problemów psychicznych,
– większość osób molestowanych seksualnie w dzieciństwie cierpi później na poważne zaburzenia osobowości,
– osoby wychowywane w rodzinach alkoholików mają problemy określane jako zespół DDA (Dorosłe Dzieci Alkoholików – „kreatywni” psychologowie temat rozwinęli i dzisiaj już mówi się o DDD – Dorosłe Dzieci z rodzin Dysfunkcyjnych, przy czym co jest dysfunkcją decydują arbitralnie sami).

     To tylko niewielka cześć sformułowań, z którymi każdy z nas na pewno nie raz miał okazję się zetknąć. Biorąc pod uwagę tak zwany zdrowy rozsądek wydaje się być oczywiste, że dziecko wychowane w złych warunkach i molestowane będzie miało w dorosłym życiu poważne problemy wynikające z doświadczeń z dzieciństwa. Tak samo każdy z nas tak często słyszał w różnych filmach o wypieraniu złych doświadczeń, że uważamy to za coś w zasadzie oczywistego. Podobnie dziesiątki filmów mówiących o buncie nastolatków czy kryzysie wieku średniego spowodowały, że nikt nawet nie kwestionuje istnienia takich zjawisk.
A jaka jest jedna wspólna cecha wszystkich wymienionych wyżej i istniejących w powszechnej świadomości stwierdzeń psychologów? Otóż z naukowego punktu widzenia wszystkie powyższe stwierdzenia to bzdury.
Z tym i szeregiem innych mitów psychologii popularnej możecie się zapoznać w książce „50 wielkich mitów psychologii popularnej. Półprawdy, ćwierćprawdy i kompletne bzdury” wydanej przez Wydawnictwo CiS w 2017 roku. Autorzy – Scott O. Lilinfeld. Steven Jay Lynn, John Ruscio i Barry L. Bernstein,to amerykańscy profesorowie psychologii, którzy widząc niesłychanie duży wpływ psychologii, zwłaszcza jej popularnej wersji istniejącej w medialnym świecie, napisali książkę pokazującą co jest, a co nie jest prawdziwe. Dzięki temu po zapoznaniu się z ich pracą każdy z czytelników ma dobre podstawy do uniknięcia podjęcia złych decyzji opartych o natrętnie szerzoną nieprawdę. Część z opisywanych przez nich tematów jest mocno niepoprawna politycznie. Stwierdzenie, że molestowanie nie powoduje u większości dzieci żadnych problemów w ich dorosłym życiu w dzisiejszych czasach jest traktowane jako wsparcie pedofilii. Warto o tym poczytać i o tym, jak Kongres Stanów Zjednoczonych przegłosował jednogłośnie, że wyniki, że wyniki badań naukowych są nieprawdziwe. To pokazuje jak irracjonalny jest współczesny świat – głosowaniu poddaje się wyniki naukowych badań! Nic dziwnego, że potem można przegłosować wszystkie inne bzdury rodem z lewicowych ideologii.

     Książka, którą każdy powinien dla dobra własnego i bliskich przeczytać, żeby skutecznie oddzielać ziarno od plew. Zwłaszcza, że lista półprawd, ćwierćprawd i kompletnych bzdur, z którymi spotkamy się na co dzień obejmuje poza tytułowymi pięćdziesięcioma co najmniej 100 (!) innych pozycji. Czytajcie i polecajcie innym!

House of Cards – o co tu chodzi?

Hause_of_Cards

     Czy oglądaliście kiedyś w telewizji dyskusję z udziałem profesorów tak zwanych nauk społecznych? Dyskutując na temat tego samego zdarzenia każdy z nich inaczej szuka przyczyn, inne widzi skutki, a przy tym każdy z nich uważa, że rządzą w tym przypadku różne prawa i zasady. Proponują też diametralnie różne rozwiązania tego samego problemu. Znaleźć taką dyskusję można bez trudu na wielu kanałach telewizyjnych. A czy widzieliście kiedyś dyskusję dwóch profesorów nauk technicznych, z których każdy ma swoje i różniące się mocno od innych wyjaśnienie dlaczego działa telefon komórkowy lub silnik spalinowy w samochodzie? Nikt takiej dyskusji nie widział i nie zobaczy. Można dojść do wniosku, że tym pierwszym wydaje się, że wiedzą o czym mówią, podczas gdy ci drudzy dokładnie wiedzą i nic im się nie wydaje. Czy tak jest rzeczywiście? Odpowiedź, przynajmniej częściową, na to pytanie można znaleźć w książce Robyna M. Dawesa „House of Cards. Psychologia i psychoterapia zbudowane na micie” (Wydawnictwo CeDeWe, 2017). Autor był uznanym amerykańskim psychologiem i naukowcem. I właśnie jako naukowiec starał się bardzo rzetelnie przykładać naukową miarę do powszechnie znanych i przyjętych w psychologii poglądów.

    Psychologia jest dziedziną, która ma poważny wpływ na zachowania jednostek i całego społeczeństwa. W oparciu o podawane nam do wierzenia, ponoć obiektywne i naukowo potwierdzone prawdy, staramy się modyfikować nasze zachowania w celu uzyskania lepszych relacji z innymi i zmierzania ku szczęściu. Szereg instytucji społecznych, jak również model edukacji i wychowania młodych ludzi bazuje na zaleceniach psychologów i pedagogów. W trudnych przypadkach coraz więcej ludzi korzysta z pomocy różnych psychoterapeutów będą przekonanym o dobrze ugruntowanej naukowo metodzie terapii. Przy rekrutacji do pracy często w rozmowach uczestniczą psychologowie, a przynajmniej korzysta się z wypracowanych przez nich ankiet mających obiektywnie ocenić naszą przydatność. W sytuacjach spraw sądowych to często właśnie psycholog poprzez swoją opinie wydaje ostateczny wyrok. Z psychologami i ich propozycjami spotykamy się w dzisiejszym świecie na każdym kroku. Powinniśmy więc być pewni, że to co nam proponują jest wiarygodne i sprawdzalne. Jak jest w rzeczywistości? Dawes nie zostawia złudzeń już w tytule swojej książki – znacząca część tego, co nam się przedstawia jako naukowe to są mity, półprawdy lub całkowite kłamstwa. Autor dokładnie opisuje rozwój psychologii w USA i rozwój mitów, które są dzisiaj wszechobecne. Analizuje badania oceniające skuteczność psychoterapii i przedstawia wyniki badań, które jasno pokazują, że wykwalifikowany i mający wieloletnie doświadczenie psycholog lub psychoterapeuta nie ma większej skuteczności niż minimalnie przeszkolona osoba. Nie ma też związku pomiędzy skutecznością i rodzajem terapii oraz jej długością. Duża część terapii obecnie się pojawiających to efekt mody lub oparcia terapii o ideologię Autor opisuje też bulwersujące przypadki, w których opinie psychologów w sprawach sądowych, decydujące o czyimś życiu, opierane były na intuicji i doświadczeniu psychologa. I pomimo że nie miały żadnych podstaw naukowych sąd kierował się tymi opiniami przy wydawaniu skazujących wyroków.
Spośród wielu opisywanych mitów przedstawię jeden, mocno już zakorzeniony w świadomości społecznej, żeby pokazać jak szkodliwe może być zaufanie, jakie okazujemy naukom społecznym. Wszyscy są dzisiaj obecnie przekonani o wielkim wpływie doświadczeń z dzieciństwa na funkcjonowanie w wieku dorosłym. A oto, co Dawes na podstawie badań naukowych pisze: „Dowody, że doświadczenia z dzieciństwa ograniczają funkcjonowanie w wieku dorosłym w naszej kulturze określa się terminem „romans dzieciństwa”. Ja sugeruję bardziej dramatyczny zwrot: „tyrania dzieciństwa”. Amerykanie dziwią się, jak ludzie z „prymitywnych” kultur akceptują poglądy oparte na niewielkich dowodach, i jak Niemcy w „zaawansowanej” kulturze mogli uwierzyć w nonsens „wyższości rasy aryjskiej”. Jednak nasza wiara w tyranię dzieciństwa ma niewiele więcej fundamentów niż wiara w górskie bóstwa. Owszem, specjaliści od zdrowia psychicznego propagują ten pogląd, ale autorytety od górskiego bóstwa propagują wiarę w górskie bóstwo.”
To jeden z bardzo wielu mitów – o całej liście innych przy okazji opisu kolejnej książki już niedługo. Na podstawie takich i podobnych mitów uruchamia się całe programy społeczne, zatrudnia rzesze psychologów i nakazuje rodzicom określone zachowania. A ich niespełnienie w wielu krajach powoduje pozbawienie praw rodzicielskich. I to na podstawie przekonania podobnego do wiary w górskie bóstwo!

      Wniosek po przeczytaniu tej książki jest jeden – w tak zwanych naukach społecznych trzeba bardzo dokładnie oddzielać ziarno od plew. Smutne jest to, że plew wydaje się być, przynajmniej w świadomości społecznej, znacznie więcej od ziaren. Może stąd też tytuł książki „House of Cards”czyli „Domek z kart”. Czy to oznacza, że cała psychologia nadaje się do wyrzucenia? Stanowczo nie. Jest sporo bardzo wartościowych i ciekawych wyników badań, które mogą być pomocne w naszym codziennym życiu. Trzeba jednak być pewnym, że to co nam proponują jest prawdziwą wiedzą opartą o naukowe metody, a nie ideologicznymi i modnymi pseudonaukowymi bzdurami.

I pytanie na marginesie – czy ktoś z Was oddałby samochód do mechanika, który nie potrafi naprawić swojego samochodu? Zapewne nie. Dlaczego więc tak wielu decyduje się powierzyć swoje życie psychologom, którzy bardzo często nie potrafią poradzić sobie ze swoim własnym życiem?
A dla zainteresowanych polecam link do sprawy Sokala. Wielce pouczający i znaczący przykład wartości tak zwanych nauk społecznych.

Marksista o Jezusie

Jezus ośmieszony

         Pierwszy wpis na blogu w kategorii „Religia” zaczynam od książki Leszka Kołakowskiego „Jezus ośmieszony. Esej apologetyczny i sceptyczny” (Wydawnictwo Znak, Kraków 2014). Czy to nie jest z mojej strony jakaś prowokacja? Czy osoba mocno zaangażowana w latach 50-tych w budowę komunizmu w Polsce, filozof kojarzony z marksizmem to naprawdę autor, od którego warto zaczynać na blogu temat religii? Ocenimy na końcu.
        W trakcie rozmów o przyszłości Europy spotykam się często z problemem oddzielania tego co nazywamy cywilizacją czy kulturą europejską od chrześcijaństwa. Większość osób nie wie i nie chce wiedzieć, że fundamentem cywilizacji europejskiej jest chrześcijaństwo. Najczęściej słyszę o greckich czy rzymskich korzeniach, a na wspomnienie o chrześcijaństwie prawie zawsze słyszę o inkwizycji, stosach, katarach i albigensach. No i oczywiście o pedofilii czy bogactwie Kościoła i jego dostojników. Proste pytania o starożytną Grecję czy Rzym pokazują, że większość z pytanych wie tyle, co zobaczyli w popularnych filmach. Ich zafałszowaną wiedzę i obraz starożytności kształtują scenarzyści z Hollywood. O historii Europy i historii chrześcijaństwa prawie wszyscy wiedzą tyle, co nic. Ale wróćmy do Kołakowskiego. Jednym z jego obszarów zainteresowań była filozofia religii i historia europejskiej kultury. W połowie lat osiemdziesiątych napisał on esej, który opublikowany został po raz pierwszy w Polsce w roku 2014: „Jezus ośmieszony. Esej apologetyczny i sceptyczny” . Podstawowe pytanie, na które starał się w tym eseju odpowiedzieć to: ”Czy nasza kultura przeżyje, jeśli zapomni Jezusa?”. Na to pytanie większość osób odpowiada dzisiaj – moim zdaniem błędnie – jednoznacznie: TAK. Ale najczęściej nikt już nawet takiego pytania nie zadaje. Tak mocno w ostatnich latach zmieniono świadomość społeczną, że mało komu takie pytanie rodzi się w głowie. A jaką odpowiedź znajduje Leszek Kołakowski? Pierwsza, bardzo ciekawa uwaga dotyczy przesłania Jezusa:Chrześcijaństwo traci cały swój sens historyczny, moralny i religijny w momencie, gdy zapomni się o tej najważniejszej idei: że wszystkie wartości doczesne są tylko względne i drugorzędne. Znamy oczywiście w naszej epoce ludzi, którzy usiłują nas przekonać, że rdzeniem przesłania Jezusa jest taki czy inny system polityczny, egalitaryzm, rewolucja, upaństwowienie fabryk, zniesienie własności prywatnej. ….. Nie są oni chrześcijanami w żadnym uznanym sensie i nie ma potrzeby poświęcać im uwagi.” Z jednym w tej wypowiedzi tylko się zgodzić nie mogę – należy poświęcać uwagę takim ludziom, bo takie podejście coraz mocniej jest widoczne także w Kościele. Idąc za myślą Kołakowskiego można by powiedzieć, że mamy coraz mniej chrześcijan w Kościele Katolickim. Co pisze dalej Kołakowski o Jezusie:
Ale my wiemy, że On ma rację. Wiemy, że przynajmniej dla części wielkich problemów ludzkości nie ma rozwiązań czysto technicznych czy organizacyjnych, że wymagają one tego, co Jan Chrzciciel nazwał metanoją, przemianą duchową. ….. Polega ona na uznaniu, że korzenie zła są w nas, zanim wrosną w instytucje i doktryny.” Myśl jak najbardziej słuszna, ale mam wrażenie, że coraz mniej ludzi chce zaakceptować takie podejście, które Kołakowski uważa za oczywiste. Większość z nowoczesnych ludzi nie chce uznawać żadnych swoich działań za złe, a na wspominających o grzechu patrzą z niedowierzaniem. Jak pisze Kołakowski:
Jeżeli wyobrażam sobie, że grzeszę, muszę po prostu pójść do psychoanalityka, a on mnie wyleczy z tych urojeń. …. Wyobrażenie, że zło jest we mnie, w tobie, w nim, w niej, jest godne pogardy i infantylne.” Takie podejście, jak słusznie autor zauważa, to odejście od odróżniania dobra i zła. Czyli koniec moralności.
Jakie skutki „zapominania o Jezusie” Kołakowski prognozuje? Jednoznacznie negatywne. A odpowiedź o braku widocznych skutków (przypominam, że tekst pochodzi sprzed ponad trzydziestu lat) jest prosta i oczywista, chociaż prawie nigdy nie akceptowana przez wojowników o „sprawiedliwość społeczną”: „Ponieważ naprawdę szybki proces tak zwanej „sekularyzacji” czy „dechrystianizacji”, czy „paganizacji” (….) trwał zaledwie około trzech dziesięcioleci, trudno ekstrapolować te tendencje na nieokreśloną przyszłość. Kto wie, jak długo będzie mogło przeżyć, nie ześlizgując się w Hobbesowski „stan natury”, społeczeństwo, które nauczyło się i przyjęło, że nie istnieje żadne dane, gotowe rozróżnienie dobra i zła, a więc poczucie winy jest chorobą lub reliktem starych przesądów?”.
Trzydzieści lat później coraz wyraźniej widać, że społeczeństwo dosyć szybko ześlizguje się w „stan natury”. Zgodnie z założeniami marksizmu kulturowego budującego antykulturę. Dlaczego tak się dzieje? Kołakowski jednoznacznie wyjaśnia:
Prawdziwe korzenie naszej cywilizacji to narracja ewangeliczna i osoba Jezusa, Jego nauczanie jako słowo pochodzące od Niego, a nie wiedza abstrakcyjna, przedestylowana lub skodyfikowana w formie teologii moralnej.” I w innym miejscu: „Dlatego właśnie nieobecność Jezusa zapowiada śmierć cywilizacji, której spadkobiercami wciąż jesteśmy; drugą zaś śmiercią Jezusa byłoby samoukrzyżowanie tej cywilizacji”. Nic dodać, nic ująć.
I na zakończenie bardzo celna uwaga z eseju Kołakowskiego dotycząca rad dla Kościoła, które mają zapewnić mu przetrwanie i rozwój w przyszłości. Jakże aktualna dzisiaj, gdy zbyt często Kościół zaczyna angażować się w doczesne tematy:
Kościołowi udziela się rad: ma energicznie wspierać to czy tamto – feminizm, reformy rolne, rewolucje polityczne, prawa homoseksualistów, rozbrojenie – w ten sposób odzyska to, co stracił. Złudzenie!” I dalej: „Po co nam chrześcijaństwo, jeśli jest tylko politycznym lobby? … Chrześcijaństwo nie ma ani obowiązku, ani prawa angażować się w jakąkolwiek sprawę tylko dlatego, że jest modna, i dlatego, że w przeciwnym razie ryzykuje, iż jeszcze bardziej „wyalienuje się” z życia publicznego; nie ma ani obowiązku, ani prawa utożsamiać się z żadnym świeckim ruchem, nawet całkowicie godnym pochwały z moralnego punktu widzenia. Ma ono obowiązek i prawo wspierać we wszystkich konfliktach to, co odpowiada moralnie jego wymogom, ale jeśli za każdym razem nie kładzie nacisku na nie-absolutny charakter wartości doczesnych, działa samobójczo i traci znaczenie, ponieważ jego obecność w świecie jest ważna o tyle, o ile jest obecnością Jezusa Chrystusa, to znaczy trwaniem ponadczasowego w czasowym” .

Teraz chyba jest jasne, dlaczego uznałem, że warto przedstawić esej Kołakowskiego. Nie jest to człowiek Kościoła, ma za sobą długą drogę od zaangażowania w marksizm i komunizm chyba do wiary – na jego nagrobku umieszczony został krzyż. Tym bardziej wykorzystanie jego przemyśleń dotyczących wagi osoby Jezusa dla przetrwania europejskiej cywilizacji w rozmowach z nastawionymi lewicowo osobami może być pożyteczne. Przeczytajcie i polecajcie tą książkę innym.