Religia

Dlaczego mówią fałszywe świadectwo?

Dlaczego_mówią_fałszywe_świadectwo

Kościół Katolicki nie ma obecnie dobrej prasy. Skandale pedofilskie i wielka nieporadność, o ile można użyć takiego określenia, pasterzy Kościoła w ostatnich latach skutecznie podkopały autorytet, jakim jeszcze niedawno cieszył się Kościół Katolicki. Przy okazji skandali o podłożu seksualnym lewicowe media przywołują całą listę „grzechów” Kościoła. Na tej liście zawsze wymienia się wyprawy krzyżowe, inkwizycję, prześladowania pogan, w szczególności rdzennych mieszkańców obu Ameryk.Przywoływanie tych wszystkich spraw ma na celu wyrobienie przekonania w społeczeństwie o jednoznacznie negatywnej roli Kościoła w dziejach świata. Tymi wszystkimi grzechami zajął się Rodney Stark w książce „Nie mów fałszywego świadectwa. Odkłamywanie wieków antykatolickiej narracji” wydanej w 2018 roku przez Państwowy Instytut Wydawniczy. Autor jest znanym amerykańskim socjologiem i specjalizuje się w socjologicznej analizie zjawisk religijnych. Pracuje na baptystycznym uniwersytecie i jak sam pisze we wstępie: „Na koniec pragnę oświadczyć, że nie jestem rzymskim katolikiem i że nie napisałem tej książki w obronie Kościoła. Napisałem ją w obronie historii.” Zachowując obiektywne spojrzenie Rodney Stark zajął się szczegółowo dziesięcioma tematami, które od wielu dziesięcioleci, a czasem wieków popularyzowane są w całkowitej niezgodzie z dobrze udokumentowanymi faktami historycznymi, a najczęściej są zwykłymi kłamstwami i manipulację. Warto wymienić wszystkie opisywane w książce „grzechy” Kościoła Katolickiego: grzech antysemityzmu, zatajone ewangelie, prześladowania tolerancyjnych pogan, ciemne wieki średniowiecza, krucjaty, inkwizycja, herezje naukowe (ogólnie negatywny ponoć stosunek Kościoła do nauki), autorytaryzm i negatywny wpływ na rozwój gospodarczy.Autor w oparciu o odniesienie do bogatej faktografii punkt po punkcie pokazuje kto, jak i dlaczego od wieków fałszuje historię i rozpowszechnia po świecie kłamstwa na temat Kościoła Katolickiego. Ze wszystkich powyższych kłamstw chciałbym skupić się na jednym, które ostatnio jest podnoszone często i wydaje się, że zostało też w jakiejś formie zaakceptowane przez najwyższe władze Kościoła. Mam na myśli domniemany grzech antysemityzmu.Europejski Kongres Żydów po konferencji, która miała miejsce w Wiedniu w lutym 2018 roku opublikował dokument „An End to Antisemitsm” [link]. Dokument ten jest kolejnym powtórzeniem kłamstw, a co gorsza ich znacznym rozbudowaniem oraz listą nieuprawnionych żądań społeczności żydowskiej w stosunku do Kościoła Katolickiego. Posunięto się do takich absurdów jak propozycje cenzurowania Ewangelii i obowiązkowego dołączania komentarzy, w których czytelnika Ewangelii ma się informować o pozytywnej roli faryzeuszy i przypisywać całą odpowiedzialność za śmierć Chrystusa Rzymianom i Piłatowi. Bardzo dobre omówienie żądań Żydów można znaleźć w wywiadach z Pawłem Lisickim umieszczonych na YouTube Lisicki_1 Lisicki_2

Jak daleko sprawy zaszły w samym Kościele w akceptacji kłamstwa antysemityzmu Kościoła może świadczyć fakt, że w dniach 7-9 maja tego roku Papieskim Instytucie Biblijnym w Rzymie odbyła się konferencja „Jezus i faryzeusze: interdyscyplinarna ocena”. Wydaje się, że uczestnicy tej konferencji jako podstawowy fundament do rozważań przyjęli kłamstwo o antysemityzmie w Kościele Katolickim. O bulwersujących „owocach” tej konferencji można poczytać na portalu „Polonia Christiana” [link]. Co gorzej – konferencja ta wydawała się mieć wsparcie urzędującego obecnie papieża. W Polsce mamy okazję obserwować przy okazji tematu pożydowskiego mienia bezspadkowego, jak skutecznie zmienia się świadomość odpowiedzialności za holokaust w społeczeństwach na całym świecie. Okazuje się, że spora część opinii światowej jest już całkowicie pewna, że za holokaust odpowiadają naziści, czyli Polacy!  I to, że jest to stwierdzenie absurdalne i całkowicie niezgodne z faktami historycznymi, nie ma nic do rzeczy.

Wracając do książki – co pisze o rzekomym antysemityzmie Kościoła Katolickiego Rodney Stark. Po pierwsze – zjawisko antysemityzmu nie pojawiło się wraz z narodzinami chrześcijaństwa i nie chrześcijaństwo jest winne jego powstaniu. Antysemityzm występował już na stulecia przez narodzinami Chrystusa w różnych miejscach (Imperium Rzymskie czy Egipt). Podstawowym źródłem antysemityzmu wydaje się być trwała hermetyczność społeczności żydowskiej i żarliwa jej wiara niechętnie postrzegana przez pogańskie otoczenie. Na podobnej zasadzie Rzymianie byli antychrześcijańscy – nie akceptowali radykalizmu i swoistej hermetyczności chrześcijańskich wspólnot. Autor zwraca uwagę na fakt, że w Starym Testamencie jest mnóstwo sformułowań, które można jednoznacznie uznać za antysemickie. Traktuje się je jednak jako „wewnętrzny krytycyzm prorocki”. Te same określenia wygłaszane spoza „wewnętrznego kręgu” to już antysemityzm. Stark zwraca też uwagę na pomijany zwykle temat żydowskich prześladowań chrześcijan, którzy stanowili znikomą mniejszość w I wieku chrześcijaństwa. I zagrożenie ze strony Żydów było bardzo realne. Pod koniec pierwszego wieku populację chrześcijan szacuje się na osiem tysięcy, podczas gdy Żydów było ponad siedem milionów, w tym milion w samej Palestynie. Sporo miejsca autor poświęca działaniom Kościoła w walce przeciw odżywającym od czasu do czasu zjawiskom antysemickim. Skuteczność tych działań, formalnych w postaci oficjalnych dokumentów Kościoła i nieformalnych, była tak duża, że społeczności żydowskie w całej Europie cieszyły się swobodą działania, wiary i przez całe stulecia średniowiecza nie było problemu antysemityzmu. Gdyby rzeczywiście chrześcijaństwo było winne powstaniu i utrzymywaniu się zjawiska antysemityzmu nie byłoby możliwe, aby całe stulecia upłynęły przy braku jakichkolwiek aktów antysemickich. Warto też przytoczyć zamieszczone w książce słowa Stevena T. Katza, dyrektora Studiów Judaistycznych przy Centrum Elie Wiesela na Uniwersytecie Bostońskim: „Choć chrześcijaństwo dysponowało przez ponad tysiąc pięćset lat siłą zdolną zniszczyć część narodu żydowskiego, nad którym dominowało, postanowiło tego nie robić, […] ponieważ eliminacja żydostwa nigdy, w żadnym okresie, nie była oficjalną polityką jakiegokolwiek Kościoła ani jakiegokolwiek państwa chrześcijańskiego. Zamiast podejmować próby aktywnego wyeliminowania judaizmu, […] chrześcijańscy dogmatycy domagali się ochrony Żydów i judaizmu przed unicestwieniem, co jest przykładem niewątpliwej ironii.”

Skoro dyrektor Studiów Judaistycznych to wie, to dlaczego nie ma tej wiedzy w Watykanie? Czy naprawdę musimy starannie pilnować nasze domowe egzemplarze Pisma Świętego, bo kolejne wydania będą zmienione zgodnie z życzeniami społeczności żydowskiej?  

            Polecam zapoznanie się z opisem wszystkich kłamstw na temat Kościoła Katolickiego. Przy tak zmasowanym ataku na Kościół warto przyswoić sobie termin apologetyka i walczyć o prawdę. Książka Rodneya Starka jest jedną z tych pozycji, która naprawdę nam w tym mogą pomóc. 

Alarm dla Kościoła.

Alarm_dla_Kościoła_Antychryst

Alarm dla Kościoła! Te słowa słychać coraz częściej w mediach katolickich prowadzonych przez świeckich. Alarmu tego nie słychać raczej w mediach kościelnych. Czy alarm jest uzasadniony? 

Odpowiedź na to pytanie starali się udzielić w książce „Alarm dla Kościoła. Nowa reformacja?” współpracownicy wydawnictwa Christianitas: Paweł Milcarek i Tomasz Rowiński.  
Książka jest zapisem czternastu wywiadów, jakie autorzy przeprowadzili ze księżmi i publicystami katolickimi. Poruszono szereg tematów związanych zarówno z tym, co do nas dochodzi za pontyfikatu obecnego papieża z Watykanu, jak i w z tym, co się dzieje w Kościele w Polsce. Wyłaniający się z tych rozmów obraz sytuacji moim zdaniem dobrze oddaje tytuł książki – alarm dla Kościoła powinien być głośny i docierać do każdego. Przyczyny obecnego kryzysu są dosyć dobrze znane, ale chyba przez większość trochę za mało rozumiane, a często lekceważone. Autorzy przywołują skandale pedofilskie i homoseksualne, problem turbopapiestwa, przechodzenie z liturgią w stronę show i gubieniem jej prawdziwej wartości, kapitulację przed islamem czy niszczenie dotychczasowego katolickiego rozumienia wartości i nierozerwalności małżeństwa. Z wielu wątków chciałbym zwrócić uwagę na jeden – „hybrydową inwazję” czyli podmianę pobożności katolickiej na zielonoświątkową. Sam mam problem z jednoznacznym odniesieniem się do tego tematu. Z jednej strony to, co dla mnie jest ważne w katolicyzmie to jego bardzo „rozumowe” podejście do wiary. Z drugiej strony oczywiste są dla mnie możliwe nadzwyczajne przejawy łaski (chyba dla każdego katolika powinno być to oczywiste!). Przeczytanie wywiadu z księdzem Andrzejem Kobylińskim spowodowało jednak, że większą uwagę będę zwracał na powszechne obecnie w Kościele działania w stylu „nowej religijności”. Od lat nurtuje mnie w tym kontekście pytanie: Dlaczego Kościół tak mało pokazuje swoje skarby przeszłości, takie jak chrześcijańska medytacja czy mistyka? Może czas wyciągnąć je ze skarbca i przekazać dużo szerzej wiernym. 

Oddzielnym, a przy tym niezmiernie przykrym tematem poruszanym w „Alarmie dla Kościoła” jest ocena polskiej hierarchii kościelnej w wywiadzie zatytułowanym „Płycizna, bezguście i zarozumiałość. Czas kiepskich?”.  Już sam tytuł mówi sporo, jaka jest ta ocena. Dla czytelnika nieznającego szczegółów funkcjonowania kurii biskupich, zasad doboru kandydatów na biskupów i priorytetów w działalności wielu biskupów informacje podawane w tym tekście nie są optymistyczne. Urzędnicza bylejakość, oportunizm i skupienie się na karierze wielu pasterzy nie wróżą dobrze w czasach coraz większego zamętu. Jest to też jakieś wyjaśnienie, dlaczego media kościelne nie biją na alarm. Dopasowują się po prostu do świata i „postępowego” nurtu w Kościele.  Nikt zdaje się nie pamiętać, co Jezus mówił o zwietrzałej soli (Mt 5,13).

A dlaczego na zdjęciu dzisiaj dwie książki? Druga, mała książka do przeczytania w jeden wieczór, jest swoistym komentarzem do omawianych czternastu wywiadów. Napisana ponad sto lat temu przez Rosjanina Włodzimierza Sołowiowa „Krótka opowieść o Antychryście” zadziwiająco dokładnie pasuje do widocznych dzisiaj wydarzeń. Zmiana w nauczaniu Kościoła, dopasowywanie się do świata, budowa uniwersalnej religii dla wszystkich czy coraz częstsze w nauce Kościoła zwracania uwagi nie na grzech, a na elementy ziemskiego „zbawienia”. Pacyfista, ekolog i zwolennik ekumenizmu to cechy przypisane przez Sołowiowa Antychrystowi. Książka ta przywoływana była przez Benedykta XVI w jego „Jezusie z Nazaretu”. Pisze Benedykt XVI: „A Antychryst, z miną wielkiego uczonego, mówi nam, że egzegeza, która czyta Biblię w duchu wiary w żywego Boga i wsłuchuje się przy tym w Jego słowo, jest fundamentalizmem”. Czy nie słyszycie często tego słowa w stosunku do katolików trwających przy Tradycji? Czy autorzy Listu Pasterskiego Episkopatu Polski na ostatnią Niedzielę Miłosierdzia martwiący się o „nawrócenie ekologiczne” wiernych znają słowa Benedykta XVI i wizję Sołowiowa?  
Polecam obydwie książki – alarm dla Kościoła jest faktem.   

Przy okazji: Warto posłuchać rozmowy z Tomaszem Terlikowskim, wywiad z którym też znajdziemy w książce „Alarm dla Kościoła”. Sporo z tego, co się dzieje wyjaśnia przekonywująco.  

Marksista o Jezusie

Jezus ośmieszony

         Pierwszy wpis na blogu w kategorii „Religia” zaczynam od książki Leszka Kołakowskiego „Jezus ośmieszony. Esej apologetyczny i sceptyczny” (Wydawnictwo Znak, Kraków 2014). Czy to nie jest z mojej strony jakaś prowokacja? Czy osoba mocno zaangażowana w latach 50-tych w budowę komunizmu w Polsce, filozof kojarzony z marksizmem to naprawdę autor, od którego warto zaczynać na blogu temat religii? Ocenimy na końcu.
        W trakcie rozmów o przyszłości Europy spotykam się często z problemem oddzielania tego co nazywamy cywilizacją czy kulturą europejską od chrześcijaństwa. Większość osób nie wie i nie chce wiedzieć, że fundamentem cywilizacji europejskiej jest chrześcijaństwo. Najczęściej słyszę o greckich czy rzymskich korzeniach, a na wspomnienie o chrześcijaństwie prawie zawsze słyszę o inkwizycji, stosach, katarach i albigensach. No i oczywiście o pedofilii czy bogactwie Kościoła i jego dostojników. Proste pytania o starożytną Grecję czy Rzym pokazują, że większość z pytanych wie tyle, co zobaczyli w popularnych filmach. Ich zafałszowaną wiedzę i obraz starożytności kształtują scenarzyści z Hollywood. O historii Europy i historii chrześcijaństwa prawie wszyscy wiedzą tyle, co nic. Ale wróćmy do Kołakowskiego. Jednym z jego obszarów zainteresowań była filozofia religii i historia europejskiej kultury. W połowie lat osiemdziesiątych napisał on esej, który opublikowany został po raz pierwszy w Polsce w roku 2014: „Jezus ośmieszony. Esej apologetyczny i sceptyczny” . Podstawowe pytanie, na które starał się w tym eseju odpowiedzieć to: ”Czy nasza kultura przeżyje, jeśli zapomni Jezusa?”. Na to pytanie większość osób odpowiada dzisiaj – moim zdaniem błędnie – jednoznacznie: TAK. Ale najczęściej nikt już nawet takiego pytania nie zadaje. Tak mocno w ostatnich latach zmieniono świadomość społeczną, że mało komu takie pytanie rodzi się w głowie. A jaką odpowiedź znajduje Leszek Kołakowski? Pierwsza, bardzo ciekawa uwaga dotyczy przesłania Jezusa:Chrześcijaństwo traci cały swój sens historyczny, moralny i religijny w momencie, gdy zapomni się o tej najważniejszej idei: że wszystkie wartości doczesne są tylko względne i drugorzędne. Znamy oczywiście w naszej epoce ludzi, którzy usiłują nas przekonać, że rdzeniem przesłania Jezusa jest taki czy inny system polityczny, egalitaryzm, rewolucja, upaństwowienie fabryk, zniesienie własności prywatnej. ….. Nie są oni chrześcijanami w żadnym uznanym sensie i nie ma potrzeby poświęcać im uwagi.” Z jednym w tej wypowiedzi tylko się zgodzić nie mogę – należy poświęcać uwagę takim ludziom, bo takie podejście coraz mocniej jest widoczne także w Kościele. Idąc za myślą Kołakowskiego można by powiedzieć, że mamy coraz mniej chrześcijan w Kościele Katolickim. Co pisze dalej Kołakowski o Jezusie:
Ale my wiemy, że On ma rację. Wiemy, że przynajmniej dla części wielkich problemów ludzkości nie ma rozwiązań czysto technicznych czy organizacyjnych, że wymagają one tego, co Jan Chrzciciel nazwał metanoją, przemianą duchową. ….. Polega ona na uznaniu, że korzenie zła są w nas, zanim wrosną w instytucje i doktryny.” Myśl jak najbardziej słuszna, ale mam wrażenie, że coraz mniej ludzi chce zaakceptować takie podejście, które Kołakowski uważa za oczywiste. Większość z nowoczesnych ludzi nie chce uznawać żadnych swoich działań za złe, a na wspominających o grzechu patrzą z niedowierzaniem. Jak pisze Kołakowski:
Jeżeli wyobrażam sobie, że grzeszę, muszę po prostu pójść do psychoanalityka, a on mnie wyleczy z tych urojeń. …. Wyobrażenie, że zło jest we mnie, w tobie, w nim, w niej, jest godne pogardy i infantylne.” Takie podejście, jak słusznie autor zauważa, to odejście od odróżniania dobra i zła. Czyli koniec moralności.
Jakie skutki „zapominania o Jezusie” Kołakowski prognozuje? Jednoznacznie negatywne. A odpowiedź o braku widocznych skutków (przypominam, że tekst pochodzi sprzed ponad trzydziestu lat) jest prosta i oczywista, chociaż prawie nigdy nie akceptowana przez wojowników o „sprawiedliwość społeczną”: „Ponieważ naprawdę szybki proces tak zwanej „sekularyzacji” czy „dechrystianizacji”, czy „paganizacji” (….) trwał zaledwie około trzech dziesięcioleci, trudno ekstrapolować te tendencje na nieokreśloną przyszłość. Kto wie, jak długo będzie mogło przeżyć, nie ześlizgując się w Hobbesowski „stan natury”, społeczeństwo, które nauczyło się i przyjęło, że nie istnieje żadne dane, gotowe rozróżnienie dobra i zła, a więc poczucie winy jest chorobą lub reliktem starych przesądów?”.
Trzydzieści lat później coraz wyraźniej widać, że społeczeństwo dosyć szybko ześlizguje się w „stan natury”. Zgodnie z założeniami marksizmu kulturowego budującego antykulturę. Dlaczego tak się dzieje? Kołakowski jednoznacznie wyjaśnia:
Prawdziwe korzenie naszej cywilizacji to narracja ewangeliczna i osoba Jezusa, Jego nauczanie jako słowo pochodzące od Niego, a nie wiedza abstrakcyjna, przedestylowana lub skodyfikowana w formie teologii moralnej.” I w innym miejscu: „Dlatego właśnie nieobecność Jezusa zapowiada śmierć cywilizacji, której spadkobiercami wciąż jesteśmy; drugą zaś śmiercią Jezusa byłoby samoukrzyżowanie tej cywilizacji”. Nic dodać, nic ująć.
I na zakończenie bardzo celna uwaga z eseju Kołakowskiego dotycząca rad dla Kościoła, które mają zapewnić mu przetrwanie i rozwój w przyszłości. Jakże aktualna dzisiaj, gdy zbyt często Kościół zaczyna angażować się w doczesne tematy:
Kościołowi udziela się rad: ma energicznie wspierać to czy tamto – feminizm, reformy rolne, rewolucje polityczne, prawa homoseksualistów, rozbrojenie – w ten sposób odzyska to, co stracił. Złudzenie!” I dalej: „Po co nam chrześcijaństwo, jeśli jest tylko politycznym lobby? … Chrześcijaństwo nie ma ani obowiązku, ani prawa angażować się w jakąkolwiek sprawę tylko dlatego, że jest modna, i dlatego, że w przeciwnym razie ryzykuje, iż jeszcze bardziej „wyalienuje się” z życia publicznego; nie ma ani obowiązku, ani prawa utożsamiać się z żadnym świeckim ruchem, nawet całkowicie godnym pochwały z moralnego punktu widzenia. Ma ono obowiązek i prawo wspierać we wszystkich konfliktach to, co odpowiada moralnie jego wymogom, ale jeśli za każdym razem nie kładzie nacisku na nie-absolutny charakter wartości doczesnych, działa samobójczo i traci znaczenie, ponieważ jego obecność w świecie jest ważna o tyle, o ile jest obecnością Jezusa Chrystusa, to znaczy trwaniem ponadczasowego w czasowym” .

Teraz chyba jest jasne, dlaczego uznałem, że warto przedstawić esej Kołakowskiego. Nie jest to człowiek Kościoła, ma za sobą długą drogę od zaangażowania w marksizm i komunizm chyba do wiary – na jego nagrobku umieszczony został krzyż. Tym bardziej wykorzystanie jego przemyśleń dotyczących wagi osoby Jezusa dla przetrwania europejskiej cywilizacji w rozmowach z nastawionymi lewicowo osobami może być pożyteczne. Przeczytajcie i polecajcie tą książkę innym.