Lipiec 2019

Co świętują Francuzi?

Kłamstwo Bastylii

14 lipca to święto narodowe we Francji – Dzień Bastylii. Najczęstsze opisy świętowanego wydarzenia to szturm rewolucjonistów na Bastylię i rozpoczęcie Wielkiej Rewolucji Francuskiej. Wydarzenia te stanowią fundament Republiki Francuskiej i zawsze są hucznie obchodzone. Warto przyglądnąć się, co tak naprawdę świętują Francuzi. W ostatnich latach ukazało się sporo publikacji pokazujących prawdę o rewolucji francuskiej, jakże inną od tego, czego uczono nas w szkole i co na ogół jest przyjmowane za pewnik. Jedną z takich publikacji jest książka autorstwa Andrzeja Marcelego Ciska „Kłamstwo Bastylii” wydana w 2010 roku przez wydawnictwo Fronda. 
Opiszmy więc co świętują Francuzi. Zacznijmy od nazwy samego święta – Dzień Bastylii. Zazwyczaj kojarzymy dni, w których są święta narodowe z bohaterskimi i ważnymi dla narodu wydarzeniami. I tak zwykło przedstawiać się wydarzenia związane ze zdobyciem Bastylii. Odważny i uciemiężony lud, który uwolnią z ciężkiego więzienia swoich pobratymców gnębionych przez opresyjny, królewski reżim. A jak było naprawdę?  Nie było żadnego zdobycia Bastylii – dowódca tej średniowiecznej twierdzy, markiz de Launey po uzyskaniu zapewnienia od delegatów tłumu chcącego atakować Bastylię, że nikomu z załogi twierdzy nie spadnie włos z głowy, otworzył bramy twierdzy. Markiz de Launey jeszcze tego wieczora stracił głowę sprawnie odciętą nożem przez czeladnika rzeźnickiego, a cała załoga twierdzy wymordowana w brutalny i wymyślny sposób (na przykład poprzez wydarcie serca). Ku uciesze żądnego krwi rewolucyjnego tłumu. Nie było żadnego terroru ani ciężkiego więzienia w Bastylii. W chwili otwarcia bram w całej twierdzy było siedmiu więźniów siedzących w niemal komfortowych warunkach. Nie było też zburzenia Bastylii przez paryski lud. Bastylia została rozebrana fachowo i materiał z rozbiórki został wykorzystany, przy czym cegły były sprzedawane jako „pamiątki patriotyczne”. Legenda Bastylii to wymysły propagandy rewolucjonistów, powszechnie przyjęte za prawdę i trwale wbudowane w świadomość społeczeństw. 

Francuzi świętują więc 14 lipca kłamstwo Bastylii! To kłamstwo ma jednak znacznie szerszy wymiar. „Zdobycie” Bastylii to jedno z wydarzeń Wielkiej Rewolucji Francuskiej. Rewolucja ta rzeczywiście zmieniła obraz świata. Dla lewicy, nie tylko francuskiej, jest jej mitem założycielskim. Dla Francuzów to fundament ich republiki. Jaka jest prawda o tym micie założycielskim i fundamencie? Rewolucja francuska była pierwszą, praktyczną próbą zrealizowania utopijnych pomysłów budowy nowego społeczeństwa. I jak to bywa z realizacją utopii próba ta była wyjątkowo krwawa. Bez wątpienia rewolucji francuskiej zawdzięczamy masowe ludobójstwo prowadzone metodycznie, zwłaszcza w Wandei, przez rewolucyjny reżim. W okresie terroru w całej Francji nieustannie pracowała gilotyna ścinając głowy wszystkim, którzy mieli nieszczęście zetknąć się z rewolucyjnym aparatem „sprawiedliwości”. Jeden z „wielkich wodzów” rewolucji, Saint-Just stwierdził: „Jeżeli zajdzie konieczność wymordowania 90 proc. Francuzów, należy zabić 90 proc. Francuzów. Te 10 proc., które zostanie, wystarczy, by odtworzyć ludność Francji”. Saint-Just był też pomysłodawcą obozów pracy. Na szczęście nie zdążył tego pomysłu zrealizować. Mordowano bez litości i okrutnie. Masowe gwałty na kobietach były normą. Zdarzały się nawet takie przypadki jak zgwałcenie zwłok dopiero co zgilotynowanej kobiet, a potem przyprawianie sobie niby wąsów z wyciętych nożem części łonowych jej ciała.  Ciężarne kobiety tratowano końmi lub zgniatano w prasach do wyciskania winogron. Dzieci noszono na bagnetach, albo razem ze starcami wrzucano do pieców nazywając to „wypiekaniem chleba wolności”. Dzieci w kołyskach, dla zabawy, przekrajano jednym ciosem szabli. Generałowie wojsk rewolucyjnych Beysser i Moulin nosili spodnie z wygarbowanej skóry wrogów rewolucji. Na szeroką skalę wykorzystanie przemysłowe skóry mordowanych w Wandei kobiet planował też Saint-Just. Francuskim pomysłem, a nie niemieckim z czasów obozów koncentracyjnych, jest też systemowe zagospodarowywanie ubrań i rzeczy zgilotynowanych osób.  Zawdzięczamy też rewolucji francuskiej wykształcenie kłamliwego systemu propagandy, niestety skutecznego, który szermując hasłami demokracji wprowadzał nowy język. Miało to na celu usprawiedliwienie gwałtów oraz budowę nowej świadomości. Rewolucja dała też dzięki rządom jakobinów pierwszy wzór nowych, jednopartyjnych rządów totalitarnych. 

W nadchodzących, kolejnych rewolucjach wieków XIX i XX pokolenia lewicowych rewolucjonistów ogarniętych szaleństwem uszczęśliwiania ludzkości na siłę cały czas twórczo korzystały ze „zdobyczy” rewolucji francuskiej. Obydwa lewicowe totalitaryzmy XX wieku, nazizm i komunizm, uważały się za spadkobierców rewolucji 1789 roku. Josef Goebbels powiedział: „Wyrażam uznanie dla Wielkiej Rewolucji Francuskiej za nowe wartości, jakie wniosła dla dobra ludzi.” Wodzowie rewolucji komunistycznej 1917 roku w Rosji często przywoływali przykład „wspaniałej” rewolucji francuskiej. Lenin stwierdził, powtarzając za Saint-Justem, że: „Warto poświęcić 90 proc. Rosjan, jeśli tylko uda nam się podpalić żagiew światowej rewolucji”. Obydwa lewicowe totalitaryzmy wykorzystały pomysły francuskich rewolucjonistów realizując je w masowej skali. Obozy koncentracyjne i Gułag, masowe morderstwa obywateli, terror w rządzonych krajach i kłamliwa propaganda wykorzystująca nowomowę. Przykłady można by mnożyć. Patrzmy czy dzisiaj nie chcą co niektórzy wiedzący od nas lepiej, jak mamy żyć i co nam do szczęścia jest potrzebne, powtórzyć rozwiązań zaczerpniętych z dziedzictwa rewolucji francuskiej nazywanej Wielką. Wielka była tylko w zakresie zbrodni, jakie miały miejsce podczas jej trwania oraz w zakresie zbrodniczego dziedzictwa, skutecznie wykorzystywanego przez kolejne pokolenia lewicowych rewolucjonistów. 

Odpowiadając na tytułowe pytanie: Co świętują Francuzi? Odpowiedź wydaje się prosta: Kłamstwo, oszustwa i zbrodnie rewolucji. Jedyny element, który można pozytywnie oceniać z rewolucyjnego dziedzictwa to Deklaracja Praw Człowieka i Obywatela z 26 sierpnia 1789 roku. Wartości, jakie niosła za sobą ta deklaracja przyjęta na samym początku rewolucji nie wpłynęły jednak na terror i przemoc w późniejszym okresie rewolucyjnych działań.  A sama deklaracja była wykorzystywana po rewolucji do propagandowego ukrywania dokonanych zbrodni.  

Co jest jeszcze ciekawe to to, że wszyscy wielcy mordercy z okresu rewolucji francuskiej (Danton, Marat, Robespierre, Saint-Just, Barere, …) są czczeni we Francji poprzez nazywanie ulic ich imieniem. Ponoć grecki filozof Antystenes powiedział, że naród, który nie potrafi odróżnić łajdaków od ludzi przyzwoitych, jest skazany na zagładę. Warte zastanowienia. 

            Ale przy okazji odpowiedzi na pytanie co świętują Francuzi warto się zapytać: Co świętują Polacy? Pewnie też mamy co przemyśleć. Roman Dmowski  pisał: „Myśmy tak odbiegli od innych narodów, że święcimy klęski, gdy tamte święcą zwycięstwa”. Też warte zastanowienia. 

Małe uzupełnienie (22.07.2019) – warto oglądnąć program na kanale wsensie.tv o temat rewolucji francuskiej TUTAJ

Tyrania skruchy

Tyrania skruchy

Tyrania skruchy, czyli nieskuteczne francuskie lekarstwo na „samobójstwo” Europy.

            Temat upadku Europy i przyczyn tego zjawiska są ostatnio, na szczęście, coraz częściej poruszane. I to przez osoby o różnych poglądach, stąd też różne diagnozy i różne sposoby na uratowanie europejskiej czy szerzej zachodniej cywilizacji. Wydana w 2019 roku przez PIW w serii Biblioteka Myśli Współczesnej książka Pascala Brucknera „Tyrania skruchy. Rozważania o samobiczowaniu Zachodu” jest kolejną pozycją poruszającą ten temat. We Francji została wydana w 2006 roku i została uhonorowana prestiżowymi nagrodami.  Nie jest to pozycja nowa i siłą rzeczy nie zostały w niej uwzględnione wydarzenia ostatnich lat. Ciekawa jednak jest moim zdaniem z innego powodu – pierwszy to to, co autor zauważa i dokładnie opisuje, a drugi to to, czego nie widzi i z jakiego powodu. 

Podstawowy problem związany z kryzysem tożsamości europejskiej to ujęta w tytule książki tyrania skruchy. Jak pisze autor: „Od egzystencjalizmu do dekonstrukcjonizmu, cała myśl nowożytna bezrefleksyjnie i aż do bólu stara się potępić Zachód, podkreślając jego hipokryzję, umiłowanie przemocy i wstręt, jaki budzi.” Bruckner wiąże to z wydarzeniami XX wieku, w tym nazizmu i rosyjskiego komunizmu w wyniku czego, jak pisze: „Od 1945 roku nasz kontynent żyje w torturach skruchy”, chociaż chwilę później przywołuje już znacznie wcześniejsze głosy różnych lewicowych myślicieli nie dość, że źle oceniających Zachód, to dodatkowo nawołujących do jego zniszczenia. Niezależnie od niepełnego postrzegania Europy (zapomina, że Europa nie kończy się na linii Odry) autor dosyć dobrze diagnozuje i opisuje zjawiska i idee, które doprowadziły do obecnego samobiczowania Zachodu. Nie sposób omówić wszystkich opisywanych przyczyn tyranii skruchy, ale warto wymienić chociaż kilka. Są to między innymi „religia Holokaustu”, kultura bycia ofiarą, poszukiwanie w cywilizacji europejskiej aż do prehistorii win rzeczywistych i domniemanych za wszystkie nieszczęścia na świecie czy zwycięstwo lęku w cywilizacji zachodniej. 

Obwinianie Europy i żądanie odszkodowań za kolonizację wynika z wiary w bzdurny mit „dobrego dzikusa” i zniszczeniu przez cywilizację europejską „wspaniałych kultur tubylczych” w podbijanych krajach. Bruckner kwestionuje podstawę do samobiczowania z powodu kolonializmu jako zjawiska bardzo skomplikowanego i mającego swoje złe oraz dobre strony dla kolonizowanych.  Pisząc o dekolonizacji słusznie Bruckner zauważa, że po dekolonizacji dawni kolonizatorzy nie mieli bez kolonii żadnych kłopotów. Kłopoty, i to bardzo poważne, zaczęły mieć kolonie. A mieszkańcy dawnych kolonii po uzyskaniu niepodległości najbardziej pożądali i dalej pożądają możliwości przyjazdu do dawnych kolonizatorów. Przypomina też oczywistą rzecz, że podboje to nie jest specjalność Europy, a cecha każdej ze znanych wielkich cywilizacji, z których żadna nie miała zwyczaju przepraszać za swoje działania. Dotyczy to także cywilizacji islamskiej, która w VII wieku zaczęła bynajmniej nie pokojowe podboje. I zaczyna ponownie.  

Tym samym przeszliśmy do kolejnego ważnego tematu poruszanego przez Brucknera – to powszechnie dzisiaj używane przez lewicowych polityków hasło „islamofobia”. Nie analizując całego, długiego wywodu warto zacytować stwierdzenia autora: „Pojęcie islamofobii pełni kilka funkcji: pozwala zaprzeczyć faktowi islamistycznej ofensywy w Europie, by lepiej ją w ten sposób usankcjonować … .” Warto też zacytować przywołane przez autora słowa lewicowego terrorysty Carlosa: „Dziś, gdy zagrożona jest nasza cywilizacja jest tylko jedna odpowiedź: rewolucyjny islam! Tylko mężczyźni i kobiety mający pełną wiarę w podstawowe wartości: prawdę, sprawiedliwość, braterstwo, zdolni będą podjąć walkę i wyzwolić ludzkość spod władzy imperium kłamstwa.” Słusznie Bruckner zauważa, że skrajna lewica (czyli moim zdaniem prawie cała obecna lewica) zawiera ten sojusz, bo „jej wyznawcy nigdy nie odżałowali upadku komunizmu, co oznacza, że ich prawdziwym celem nie jest wolność, ale podporządkowanie w imię sprawiedliwości”. 

To ostatnie cytowane zdanie z książki Brucknera jest dobrym impulsem do przejścia do drugiego powodu, dla którego warto zapoznać się z tą książką – czego autor nie widzi i dlaczego? Pascal Bruckner, jak na Francuza przystało chyba uważa, że cała wartościowa historia świata zaczęła się od francuskiego Oświecenia i Wielkiej Rewolucji Francuskiej. Dlatego Bruckner ze zdziwieniem stwierdza, że niektórzy lewicowcy nie chcą wolności a podporządkowania, bo dalej zapewne wierzy, że komunizm to może być wolność. Jak na wiernego dziedzica krwawej i ludobójczej rewolucji 1789 roku pisze o Francji jako niosącej w przeszłości ludzkości oświecenie. I nie widzi związku pomiędzy ideami francuskiego tzw. Oświecenia i krwawą rewolucją a tragediami lewicowych dwudziestowiecznych totalitaryzmów – nazizmu i komunizmu.  Nie widzi też związku pomiędzy szaleńczymi pomysłami Rousseau i myślami Woltera a współczesną lewicową myślą od egzystencjalizmu do dekonstrukcjonizmu , które sam oskarża o bezsensowne oskarżanie Zachodu. Nie widzi związku pomiędzy ideologią marksistowską i jej współczesnymi mutacjami a powstaniem obecnych problemów, o których pisze. Nie widzi związku pomiędzy utratą wartości przez ludzi Zachodu i brakiem ich odwagi a niszczeniem wiary w europejskich społeczeństwach. O religiach pisze: „Mamy pełne prawo, dopóki brak dowodów, które by temu zaprzeczały, rzygać wszystkimi religiami jako takimi, uważać je za kłamliwe, wsteczne i ogłupiające.” Ta wypowiedź jakby żywcem z lat krwawej rewolucji 1789 roku i późniejszych lewicowych totalitaryzmów pokazuje, gdzie mentalnie jest Bruckner. Powtarza przy tym też znane od dawna kłamstwa na temat Kościoła Katolickiego, cześć z których opisałem w komentarzu do książki „Dlaczego mówią fałszywe świadectwo?”. 

Tak myślący człowiek nie jest moim zdaniem dostrzec rzeczywistego źródła obecnych problemów zachodniej cywilizacji. Stąd też i proponowane rozwiązania obecnego kryzysu są nijakie. Według Brucknera „Europa nie ma innego wyjścia, jak pogłębiać wartości demokratyczne, które sama wymyśliła”. Propozycja ta to nic innego, jak powtórzenie drogi, którą Europa już przeszła i przez to pogłębienie błędów. To sformułowanie, nie pokryte żadnymi konkretnymi propozycjami działań jako żywo przypomina mi hasła kolejnych plenów partii komunistycznej w Polsce w latach siedemdziesiątych i osiemdziesiątych ubiegłego wieku „o dalszym pogłębianiu i dalszym dynamicznym rozwoju”. Jeżeli uważany za jednego z ważniejszych myślicieli współczesnej Francji nie jest w stanie dojrzeć prawdziwych źródeł problemu, z którymi chciał się w swojej książce zmierzyć, to chyba dla Francji ratunku już nie ma. Francuzi będą musieli skorzystać z rad swych odwiecznych wrogów Anglików i zamiast Brucknera przeczytać, co radzi im Douglas Murray w „Przedziwnej śmierci Europy”. 

I na marginesie polskie wątki w książce.  Przy okazji Holokaustu Bruckner pisz o losie Żydów w Niemczech i Polsce. Redakcja dopisała „w okupowanej Polsce”. Jak przystało na wybitnego francuskiego intelektualistę autor uważa zapewne, że Polacy są odpowiedzialni za wymordowanie Żydów. I po raz kolejny o Polakach pisząc o obronie zachodnich wartości: „właśnie dlatego z „zachodnich wartości” szydzą wszyscy fanatycy, począwszy od fundamentalistów islamskich, a skończywszy na fanatykach z Polski”. Na taki komentarz można napisać tylko jedno: Panie Bruckner, stracił Pan okazję, żeby siedzieć cicho!  A swoim stwierdzeniem potwierdza Pan tylko, że nie potrafi Pan wyciągnąć logicznych wniosków nawet z tego, co sam pisze. 
Książka warta przeczytania i wyciągnięciu z wielu podanych informacji i przytaczanych przykładów samemu wniosków, do których Pascal Bruckner nie był w stanie dojść. 

I na koniec – tyrania skruchy dosięgnęła też Kościoła Katolickiego. Polecam oglądnięcie rozmowy na ten temat z Pawłem Lisickim