Sierpień 2019

O wyciąganiu wniosków.

Inteligencja_Geografia_myślenia

W dzisiejszych czasach większość decyzji dotyczących społeczeństwa podejmowanych przez różne władze motywowana jest wynikami badań naukowych. Najczęściej z dziedziny tak zwanych nauk społecznych. Przyjrzyjmy się więc dwóm ciekawym tematom – inteligencji oraz różnicami w myśleniu w różnych kulturach – i zobaczymy, jakie wnioski z nich wyciągnięto. Obydwa tematy opisane zostały przez znanego amerykańskiego psychologa społecznego Richarda E. Nisbetta w wydanych przez wydawnictwo „Smak słowa” z Sopotu książkach „Inteligencja. Sposoby oddziaływania na IQ.” (Sopot 2010) i „Geografia myślenia. Dlaczego ludzie Wschodu i Zachodu myślą inaczej.” (Sopot 2015). Najpierw kilka ciekawych informacji o inteligencji zawartych w pierwszej książce. Tematem wiodącym poruszanym przez autora są różne poglądy na źródła inteligencji – czy jest uwarunkowana genetycznie czy społecznie i kulturowo. Większość naukowców twierdzi, że inteligencja jest uwarunkowana genetycznie. Nisbett stara się za chyba wszelką cenę dowieść, że inteligencja jest w bardzo znaczącym stopniu uwarunkowana społecznie i kulturowo. Z mojego osobistego punktu widzenia nie ma w zasadzie znaczenia, która z tych teorii jest prawdziwa. Ważne jest tylko ustalenie, jak jest naprawdę. Napisałem „w zasadzie”, bo może i lepiej byłoby, gdyby autor „Inteligencji” miał rację i można by było podnieść IQ u każdego. Tym bardziej, że poziom IQ młodych osób jest statystycznie bardzo dobrym wyznacznikiem ich przyszłych osiągnięć życiowych i przychodów finansowych. Im wyższe IQ, tym wyższa pozycja i zarobki. Jednak po przeczytaniu książki i zapoznaniu się z zawarta w niej argumentacją mam poważne wątpliwości czy uwarunkowania społeczno-kulturowe są aż tak istotne – Nisbett każdą wątpliwość, która nie potwierdza jego przekonań zdecydowanie odrzuca, a wątpliwości dotyczące tezy przeciwnej powiększa do rangi dowodu. Z treści książki jasno wynika, że ma to podłoże w chęci zmiany i dopasowania świata do poglądów autora oraz lewicowych recept na powszechne szczęście. Stanowisko dalekie od naukowej rzetelności. Ale załóżmy, że Nisbett ma rację i zgódźmy się z poglądem o dużym społeczno-kulturowym uwarunkowaniu inteligencji. Według tej teorii dzięki stworzeniu odpowiednich warunków rozwoju dla dzieci w przeciągu życia kilku pokoleń możemy oczekiwać znaczącego podniesienia IQ w grupach, w których obecnie wykonywane badania wykazują IQ znacząco poniżej średniej dla danej rasy lub klasy społecznej. Szczególne istotne jest to w zakresie zmniejszania różnic pomiędzy rasą białą i czarną. Zgodnie z danymi podanymi w książce czarni mieszkańcy USA mają znacząco niższe IQ (biali – 100, czarni – 85-90). Średnie IQ dla czarnych mieszkańców Afryki Subsaharyjskiej to 70-75. Dane te oznaczają jednoznacznie, że szanse na sukces zawodowy i społeczny osób czarnych są znacząco niższe. Dla zobrazowania szczegółów: armia amerykańska nie przyjmuje osób o IQ niższym niż 83, bo nie nadają się do służby w wojsku (zobacz LINK_1 LINK_2). Tego kryterium, IQ większego niż 83, nie spełnia zdecydowana większość mieszkańców Afryki Subsaharyjskiej! Zaś IQ na poziomie wyższym od średniego dla mieszkańców Afryki Subsaharyjskiej ma aż 98% białych.

Przekonanie Nisbetta o istotnym społeczno-kulturowym uwarunkowaniu inteligencji zaburzają trochę Żydzi aszkenazyjscy. Średnie IQ dla tej grupy to 110-115, czyli znacząco wyższe od ludzi rasy białej i żółtej (żółci mają wyższe IQ od białych o parę punktów). Tłumaczy to dobrze dużą nadreprezentację ludzi o korzeniach żydowskich w gronie laureatów nagrody Nobla. Nisbett przywołuje kilka wyjaśnień faktu zdecydowanie wyższego IQ Żydów aszkenazyjskich – ich wielowiekową kulturą „ludzi księgi” czy też uwarunkowaniami historycznymi. Jest jednak mały problem – w tej samej kulturze żyją Żydzi sefardyjscy czy Żydzi orientalni, a ich fenomen znacznie wyższego IQ nie dotyczy. I wyjaśnienia tego faktu są raczej mało przekonujące. 

Druga z ciekawych książek Nisbetta to „Geografia myślenia”. Autor skupia się głównie na porównaniu przebiegu procesów myślowych u ludzi Zachodu i Wschodu. Przy czym Wschód to głównie Chiny, Japonia i Korea. Brak odniesień do innych kręgów cywilizacyjnych i kulturowych jest jednym z największych mankamentów pracy Nisbetta. Ale nawet z tego ograniczonego porównania można się dowiedzieć, jak mocno różnią się sposoby postrzegania świata, czasu i historii oraz miejsca i roli człowieka w społeczeństwie. Różnice te często powodują, że osoby ze Wschodu i Zachodu nie mogą się właściwie porozumieć. Zupełnie inaczej postrzegają procesy społeczne i zmiany wywołane przez nowe technologie oraz ich wpływ na pojedyncze osoby. Przyczyny tych różnic upatrywane są między innymi w różnych strukturach języków, którymi się posługują ludzie Zachodu i Wschodu oraz bardzo różnych, historycznie ukształtowanych kulturach. Tak czy inaczej, Europejczyk po wyjeździe do Chin nie ma szans stać się Chińczykiem.

A jaki wniosek można wyciągnąć z tych lektur? Od lat lewicowe elity przekonują nas o wspaniałości budowy nowego, multikulturalnego społeczeństwa. Od 2015 Unia Europejska prowadzi proimigracyjną politykę przekonując nas o szybkiej i bezbolesnej integracji przybyszów z Afryki i Bliskiego Wschodu. Nikt z polityków UE nie chce słuchać, że projekty integracji tureckich gastarbeiterów w Niemczech spaliły na panewce. Łatwo to wytłumaczyć uwzględniając fakty podane w „Geografii myślenia”.   Biorą z kolei pod uwagę informacje podane przez Richarda Nisbetta w „Inteligencji” należy dodatkowo uwzględnić problemy wynikające z niższego IQ czarnych imigrantów, co skutkuje trudnościami w przygotowaniu ich do pracy w nowoczesnych społeczeństwach wymagających coraz wyższych kwalifikacji. Nawet przychylając się do niepewnej tezy o społeczno-kulturowym uwarunkowaniu inteligencji trzeba pokoleń na rozwiązanie tego problemu. Czy ktokolwiek bierze to pod uwagę? Czy ktokolwiek z Was słyszał w mediach o temacie różnic w inteligencji pomiędzy rasami i istotnie różniących się sposobach myślenia ludzi z różnych kultur? Mówienie dzisiaj o faktach pokazujących różnice w inteligencji pomiędzy rasami ludzkimi jest określane mianem rasizmu[1]. Co ciekawe prawdziwie rasistowska polityka – czyli traktowanie ludzi różnie w zależności od ich rasy – prowadzona na przykład przez amerykańskie uniwersytety lewica nazywa „akcją afirmacyjną”[2]. Taka lewicowa, politycznie poprawna nowomowa. A próba powiedzenia, jakie są fakty kończy się cenzurą (zobacz LINK). Podejście narzucane dzisiaj przez dominujące na świecie lewicowe rządy i media to tak naprawdę odrzucanie diagnozy prawdziwych przyczyn problemów. A przez to stosowane metody niewątpliwie potrzebnej pomocy dla ubogich krajów Afryki są nieskuteczne i nie dają właściwych rezultatów. Masowo napływający imigranci nie staną się Europejczykami, a będą tworzyć subspołeczeństwa i subkultury rozsadzające Europę. Dodając do tego islam, który jest dominującą religią imigrantów otrzymujemy worek nierozwiązywalnych problemów. 

Polecam obydwie książki Richarda E. Nisbetta. Przeczytajcie i wypracujcie swoje własne zdanie. 


[1]Polecam porównanie różnic w opisie hasła „Race and intelligence” i „Rasa a inteligencja” w Wikipedii. Redaktorzy polskojęzycznej wersji są bardziej „postępowi” i nie ma miejsca na dane testów z USA nie pasujące do lewicowej ideologii, które znajdziecie w wersji angielskiej. Dużo za to o efekcie Flynna (wzrost inteligencji w ostatnich kilkudziesięciu latach w krajach zachodnich), ale bez wspomnienia, że obserwuje się ostatnio odwrotny efekt Flynna (zobacz LINK). 

[2]Na wielu amerykańskich uniwersytetach Azjaci są dyskryminowani (zobacz LINK), a czarni mają przywileje. Związane jest to z oficjalną akcją afirmatywną w USA. 

Fałszywi prorocy

Intelektualiści

Intelektualiści.Zgodnie z definicją z Wikipedii intelektualista to ktoś o wyjątkowej inteligencji, bogatej wiedzy, kierujący się w życiu intelektem a nie emocjami i oczywiście ktoś, kto jest autorytetem społecznym. Każdy z nas może posłuchać w różnych audycjach radiowych i telewizyjnych ludzi, którzy z całkowitą pewnością przedstawiają nam recepty na uzdrowienie świata i ogólną szczęśliwość. Zapewne każdy z nich uważa się za wybitnego intelektualistę.  Prostą metodą na weryfikację ich sposobów uzdrawiania świata jest ewangeliczne sprawdzenie: „Po ich owocach poznacie ich” (Mt 7,16). Takiego sprawdzenia niektórych intelektualistów, których idee mocno wpłynęły na świat podjął sią angielski historyk Paul Johnson w swojej książce „Intelektualiści” (polskie wydanie w roku 2014 – wydawnictwo Zysk i S-ka, Poznań). Warto dodać, że wśród niektórych osób analiza życiorysów autorów różnych idei i zderzenie głoszonych poglądów z życiem jest niewłaściwe. Zwrócenie uwagi, że propagowane przez niektóre osoby poglądy wynikają bezpośrednio z chęci usprawiedliwienia przed sobą i światem ich nienormalnych zachowań budzi sprzeciw i takie głosy nie są mile widziane w dyskusji[1]. Co ciekawe przy omawianiu dzieł literackich zawsze uwzględnia się kontekst życia twórcy i nikomu to nie przeszkadza. Lewicowcy zwracają też uwagę, że chrześcijanie też często czynią inaczej niż głoszą. Nie chcą jednak przyjąć do wiadomości jednej podstawowej różnicy pomiędzy ich ideologiami a chrześcijaństwem. Lewicowcy zgodnie ze swoimi ideologiami zawsze zaczynają „naprawę świata” od innych ludzi. Każdy chrześcijanin zaś wie – mam taką nadzieję – że świat zmienia się tylko poprzez zmianę samego siebie i nie ma innej drogi. Jasno wynika to z Ewangelii. 

Ale przyjrzyjmy się dwóm, moim zdaniem wyjątkowo szkodliwym, intelektualistom.
Pierwszy z nich to Jan Jakub Rousseau. Pomimo, że żył i działał w XVIII wieku to jego idee mocno są widoczne w świecie współczesnym. Praktycznie wszystkie nowożytne teorie pedagogiczne są oparte o doktrynę Rousseau. Jak przystało na nowoczesnego „pedagoga” własne dzieci oddał do przytułku. Bo dzieci oznaczały dla niego, jak sam pisał, „niewygodę” i brak „spokoju umysłu niezbędnego dla mej pracy”. Dzisiaj coraz więcej ludzi idzie jego śladami rezygnując dla osobistej wygody z posiadania dzieci. Rousseau sam o sobie pisał, że jest „przyjacielem ludzkości, ale jego dawny przyjaciel miał inne zdanie: „Jak to możliwe, że przyjaciel ludzkości nie jest ani trochę przyjacielem ludzi?”. Rousseau „zawdzięczamy” też mit dobrego dzikusa. Jego zdaniem człowiek pierwotny był wzorem cnót i dopiero społeczeństwo go zepsuło. Jak widać stąd już niedaleko do totalitarnych teorii budowy utopijnego społeczeństwa, w którym człowiek odzyska swoją nieskalną dobroć. Jest to zaprzeczenie wszystkiego, co ludzie wiedzieli od wieków w każdej kulturze, a chrześcijaństwo w ślad za Starym Testamentem nazywa grzechem pierworodnym mówiąc, że element zła jest w każdym z nas. I to totalitarne nastawienie widać w najbardziej chyba znanym dziele Rousseau, czyli „Umowie społecznej”. Jego propozycja państwa to państwo kontrolujące każde pole działalności ludzkiej, a nawet ludzkie myśli. Państwo ma też kształtować umysły wszystkich, w szczególności dzieci. Te pomysłu dzisiaj są wcielane coraz mocniej w życie w mocno lewicowych państwach Zachodu, a także coraz mocniej w Polsce. A jakoś nikomu nie przychodzi do głowy przykład komunisty Pol Pota wykształconego na lewicowych francuskich uniwersytetach i chłonącego poza ideologią marksistowską między innymi idee Sartre’a oraz Rousseau. To te idee spowodowały, że Pol Pot w latach 70-tych w kilka lat wymordował w imię budowy idealnego społeczeństwa blisko jedną czwartą mieszkańców Kambodży. 

Kolejny intelektualista opisany przez Paula Johnsona to osoba, filozofia której jest dzisiaj dominująca na świecie. Bożyszcze wszystkich lewicowców – Karol Marks – był postacią wyjątkowo niesympatyczną i egoistyczną.  Twórca „Manifestu komunistycznego” i obrońca robotników tak naprawdę robotnika przy pracy na oczy nigdy nie widział. A jedyna pracująca zarobkowo osoba, z którą miał styczność to jego wieloletnia służąca. I Marks, jak przystało na obrońcę uciśnionych, pensji swojej służącej nigdy nie wypłacał. Sam żył jako pasożyt utrzymywany całe życie przez innych. I do tego natarczywie domagał się wsparcia, bo jego zdaniem należało mu się. Marks nie dość, że nie miał okazji zapoznać się z prawdziwym życiem robotników, to na dokładkę był wrogi w stosunku do rewolucjonistów wywodzących się z klasy robotniczej. Patrzył na nich z pogardą i uważał ich za rewolucyjne mięso armatnie. 
Marks podobnie do Rousseau miał okropne podejście do własnej rodziny. Ten „wyzwoliciel świata” nie pozwolił swoim córkom na wykształcenie i zdobycie jakiegokolwiek zawodu. Nie uznał nigdy też swojego nieślubnego syna, którego spłodził ze swoją służącą. Tą, której nigdy nie płacił pensji. Dziecko oddano do wychowania obcym ludziom. 

Co ciekawe Marks chociaż sam był Żydem w swoich pracach jest bardzo antysemicki i rasistowski.  Powtórzenie dzisiaj jego niektórych wypowiedzi i podpisanie się pod nimi niechybnie ściągnęłoby na każdego poważne kłopoty związane z szerzeniem tak zwanej „mowy nienawiści”.  

Powyższe uwagi to tylko kilka ciekawostek z życia dwóch znaczących twórców lewicowych idei. W książce Paul Johnson opisuje też Sartra, Russela, Hemingwaya, Ibsena, Lwa Tołstoja i kilka innych postaci. Wspólną cechą większości z nich jest niesamowity egoizm i nieliczenie się z innymi ludźmi, w tym najbliższą rodziną. Każdy z nich był też przekonany o konieczności naprawy świata według jego recept, zaczynając oczywiście od zmiany innych ludzi i całego społeczeństwa. Sami zaś najczęściej mieli poważne problemy z własnym życiem, z własną seksualnością (wyjątkowa rozwiązłość, często połączona z homoseksualizmem) i alkoholem. 

George Orwell napisał kiedyś, że przekonany był o tym, że ludzie zostają socjalistami z chęci pomocy innym, a tymczasem okazało się, że znani mu ludzie w większości zostali socjalistami z powodu nienawiści do bogatych. Orwell, który sam był bardzo zaangażowanym angielskim socjalistą i znał lewicowe środowiska Europy z I połowy XX wieku wiedział, o czym pisze. 
Poczytajcie o tych, którzy proponowali i patrzcie uważnie na tych, którzy proponują dzisiaj zmieniać świat zaczynając od Was. To przyjaciele ludzkości często nienawidzący ludzi. I nie wierzmy wszystkim tym, którzy proponują proste, utopijne rozwiązania problemów świata. 
„Po ich owocach poznacie ich”. 


[1]Takie doświadczenie miałem, gdy zaproponowałem w radiowej audycji „Rachunek myśli” w „Dwójce” zderzenie poglądów Lacana z jego życiowymi ekscesami i oszustwami.