Maj 2020

Faszyzm – czy nadchodzi?

Lewicowy faszyzm

Ostatni wpis na blogu kończyłem słowami Benito Mussoliniego „Wszystko dla państwa, nic przeciw państwu!”. Nie przypadkiem przywołałem słowa twórcy faszyzmu. Oskarżanie o bycie faszystą jest dziś często słyszane. Zarówno w Polsce, jak i za granicami naszego kraju lewicowe środowiska używają często tego określenia w stosunku do oponentów politycznych. Czy słusznie? W rozstrzygnięciu tego dylematu pomoże nam książka napisana przez Jonah Goldberga „Lewicowy faszyzm” wydana w roku 2013 przez wydawnictwo „Zysk i S-ka. Nie sposób przywoływać bogatej argumentacji zawartej na ponad 650 stronach książki. Korzystając z uwag autora przyjrzyjmy jednak się zjawisku faszyzmu od strony jego źródeł i powiązań z innymi ideologiami, bo w tym zakresie jest poważny mętlik pojęciowy. Hasło faszyzm w Wikipedii jest też dobrym przykładem celowego pomieszania z poplątaniem. Dzisiaj mało kto potrafi opisać faszyzm zgodnie z prawdziwym znaczeniem tego pojęcia i jego historycznymi źródłami ideowymi. Autor cytuje jednego z najbardziej znanych badaczy faszyzmu Stanleya G. Payne’a, który twierdził, że „… słowo faszyzm pozostaje prawdopodobnie najmniej precyzyjnym określeniem spośród najważniejszych pojęć politycznych”. Nie przypadkiem więc pierwszy rozdział książki Goldberga ma tytuł „Wszystkie twoje przekonania na temat faszyzmu są błędne”. O jakich błędnych przekonaniach pisze Goldberg? Historia zamieszanie pojęciowego ma już długą historię, a jej przyczyną są prawdziwe korzenie faszyzmu i nazimu. Przed drugą wojną światową faszyzm powszechnie uważany był za ruch postępowy. Popierany był przez przedstawicieli lewicy, zarówno w Europie jak i Stanach Zjednoczonych. Nie przypadkiem Mussolini i Lenin darzyli siebie szacunkiem – podstawą do tego była wspólnota poglądów. Mussolini był przez całe lata aktywistą socjalistycznym i główny trzon jego poglądów pozostawał bez zmian. Hitler także był osobą o poglądach lewicowych. Podobnie jak inne ruchy lewicowe faszyzm odwoływał się do matki wszystkich ruchów lewicowych – krwawej rewolucji francuskiej 1789 roku. We wszystkich lewicowych ideologiach stwierdzenie Robespierra „Lud zawsze jest więcej warty od jednostek. […] Lud jest bytem najwyższym, a jednostki są słabe” to podstawa organizacji społeczeństwa.

Goldberg szczegółowo, na wielu przykładach pokazuje lewicowe korzenie faszyzmu. Opisuje zachwyty amerykańskich elit nad Mussolinim i jego ideologią (progresywiści z lat I wojny światowej i liberalny faszyzm prezydenta Wilsona czy faszystowski model Nowego Ładu F.D. Roosvelta z lat 30-tych XX wieku przypominający jako żywo politykę gospodarczą Mussoliniego czy Hitlera). Podobnie z uznaniem faszyzm był przyjmowanym w Europie. U nikogo w tamtych latach nie budziły się wątpliwości do co lewicowości faszyzmu. Podobnie było z nazizmem, twórcy którego bezpośrednio definiowali siebie jako ludzi lewicy – narodowi socjaliści. Warto pamiętać, że do inwazji nazistowskich Niemiec na ZSRR także komuniści w tym kraju nie określali faszyzmu czy nazizmu ideologiami prawicowymi, a wręcz przeciwnie – były te ideologie postrzegane jako pokrewne komunizmowi. Skąd więc dzisiaj powszechne przyporządkowywanie faszyzmu i nazimu do prawicy? W przedmowie do książki Godberga napisanej przez Leszka Balcerowicza mamy jasne wyjaśnienie, które zacytuję w całości: „Zdecydowany propagandowy zwrot nastąpił po inwazji hitlerowskich Niemiec na Związek Radziecki. Śmiertelnego wroga nie można było uważać za członka tej samej lewicowej rodziny. Nazizm – i szerzej faszyzm – stały się w machinie propagandowej Stalina przejawami skrajnej „prawicy”, co miało sugerować, że są na krańcu przeciwstawnym do „lewicy”. Ta propaganda została nie tylko upowszechniona w „obozie socjalistycznym”, ale i podchwycona z wielkim sukcesem w Stanach Zjednoczonych, zwłaszcza w kręgach lewicowych”.  Lewica z chęcią przystała na taką zmianę zwłaszcza w momencie, gdy wyszły na jaw zbrodnie ludobójstwa i Holokaust – za wszelką cenę chcieli i chcą dalej zrzucić z siebie odium ideologicznego pokrewieństwa z mordercami. Pomimo ujawniania kolejnych lewicowych zbrodni idących w dziesiątki milionów ofiar (ZSRR, Chiny, Kambodża, …) ich działania okazują się być skuteczne. Propaganda stalinowska wspierana przez lewicowe kręgi na Zachodzie była tak skuteczna, że już w 1946 roku George Orwell pisał: „Słowo faszyzm nie ma obecnie żadnego znaczenia oprócz tego, że oznacza coś niepożądanego”. W ciągu ostatnich lat słowo faszyzm używane jest powszechnie przez lewicę jako pejoratywne określenia na osobę o innych niż lewicowe poglądy – współczesnego heretyka. Służy ono w zdominowanych przez lewicę mediach, na uniwersytetach zdominowanych przez marksistów i debacie społecznej do współczesnej ekskomuniki z działalności społecznej i politycznej. 

Tymczasem prawdziwy faszyzm ma się, moim zdaniem, coraz lepiej. Jak pisze Goldberg „…lewicowcy dostrzegają do wszędzie, nie widzą go tylko wtedy, gdy patrzą w lustro”. Analizując to, co się ostatnio dzieje w krajach europejskich i Stanach Zjednoczonych można dostrzec, że rozwiązania proponowane przez faszyzm są coraz powszechniejsze. Coraz większa rola państwa, zgodnie z życzeniem Mussoliniego przywołanym na początku, jest widoczna wszędzie. Po faszystowsku, nazistowsku i komunistycznie – coraz częściej to obywatel jest dla państwa, a nie państwo dla obywateli. Coraz większa ingerencja – też zgodnie ze wszystkim tymi ideologiami – państwa w rodzinę.  Zabierając prawa rodzicom państwo decyduje o wychowaniu dzieci i tym, czego muszą się uczyć. Protestującym rodzicom w wielu krajach zabiera się prawa rodzicielskie.  Wprowadza się powszechnie cenzurę – pod pretekstem walki z wyimaginowaną „mową nienawiści”.  O tym co jest mową nienawiści decydują współcześni działacze lewicowi. Powszechna jest też totalna inwigilacja i kontrola wszystkich ludzi. Coraz więcej państwa – coraz mniej wolności. Hitler, Stalin i Mussolini z wielkim zadowoleniem patrzyliby na wprowadzane dzisiaj rozwiązania. 

Odpowiedzmy na tytułowe pytanie – czy faszyzm nadchodzi? Tak – jest u naszych bram. Ale nadchodzi z innej strony niż to sugerują lewicowcy. To lewicowy faszyzm, zmodernizowany i częściowo zmodyfikowany oraz oparty o supernowoczesne technologie. Kolejne pokolenie lewicowych progresywistów mówią, że będą nam urządzały życie, bo oni jak zwykle wiedzą najlepiej, co nam jest do szczęścia potrzebne. Lewicowy faszyzm dąży coraz skuteczniej do ograniczania naszej wolności. W tym kontekście i obecnej sytuacji związanej z koronawirusem warto przytoczyć słowa Alexisa de Tocquevilla sprzed ponad 150 lat: „Nie wolno zapominać, że szczególnie niebezpieczne jest zniewalanie ludzi w drobnych sprawach życiowych. Osobiście skłaniałbym się do zdania, że wolność jest mniej konieczna w sprawach wielkich niż w kwestiach drobnych”. 

Patrzmy co się dzieje, włączajmy swoją czujność, jak usłyszymy słowo „faszysta”. Pamiętajmy o obecnie realizowanej polityce Unii Europejskiej opartej o komunistyczny „Manifest z Ventotene” wiedząc, że „pod względem teorii i praktyki różnice między faszyzmem a komunizmem okazują się minimalne”. Patrzmy na wszystkich, którzy chcą nam narzucić swoje rozwiązania siłą, grożąc pozbawieniem prawa do podróżowania, ograniczając możliwości pracy czy decydowania o sobie i naszych dzieciach w różnych sferach życia.  

Gorąco zachęcam do przeczytania książki „Lewicowy faszyzm”. Jest to lektura obowiązkowa dla każdego, któremu miłe są idee wolności i demokracji. 

Poniżej nagranie, które z jednej strony może nas śmieszyć, z drugiej zaś przerażać. Polityk i była minister edukacji narodowej Joanna Kluzik-Rostkowska (kiedyś PiS, teraz PO) mówi o faszyźmie. Komentarz może być jeden – rządzą nami głupcy. Pozostaje pytanie – jak to się stało, że posłem czy ministrem może być ktoś taki? (Oglądajcie od minuty 2:20)

Tutaj trochę rzetelnych wiadomości: