Psychologia

House of Cards – o co tu chodzi?

Hause_of_Cards

     Czy oglądaliście kiedyś w telewizji dyskusję z udziałem profesorów tak zwanych nauk społecznych? Dyskutując na temat tego samego zdarzenia każdy z nich inaczej szuka przyczyn, inne widzi skutki, a przy tym każdy z nich uważa, że rządzą w tym przypadku różne prawa i zasady. Proponują też diametralnie różne rozwiązania tego samego problemu. Znaleźć taką dyskusję można bez trudu na wielu kanałach telewizyjnych. A czy widzieliście kiedyś dyskusję dwóch profesorów nauk technicznych, z których każdy ma swoje i różniące się mocno od innych wyjaśnienie dlaczego działa telefon komórkowy lub silnik spalinowy w samochodzie? Nikt takiej dyskusji nie widział i nie zobaczy. Można dojść do wniosku, że tym pierwszym wydaje się, że wiedzą o czym mówią, podczas gdy ci drudzy dokładnie wiedzą i nic im się nie wydaje. Czy tak jest rzeczywiście? Odpowiedź, przynajmniej częściową, na to pytanie można znaleźć w książce Robyna M. Dawesa „House of Cards. Psychologia i psychoterapia zbudowane na micie” (Wydawnictwo CeDeWe, 2017). Autor był uznanym amerykańskim psychologiem i naukowcem. I właśnie jako naukowiec starał się bardzo rzetelnie przykładać naukową miarę do powszechnie znanych i przyjętych w psychologii poglądów.

    Psychologia jest dziedziną, która ma poważny wpływ na zachowania jednostek i całego społeczeństwa. W oparciu o podawane nam do wierzenia, ponoć obiektywne i naukowo potwierdzone prawdy, staramy się modyfikować nasze zachowania w celu uzyskania lepszych relacji z innymi i zmierzania ku szczęściu. Szereg instytucji społecznych, jak również model edukacji i wychowania młodych ludzi bazuje na zaleceniach psychologów i pedagogów. W trudnych przypadkach coraz więcej ludzi korzysta z pomocy różnych psychoterapeutów będą przekonanym o dobrze ugruntowanej naukowo metodzie terapii. Przy rekrutacji do pracy często w rozmowach uczestniczą psychologowie, a przynajmniej korzysta się z wypracowanych przez nich ankiet mających obiektywnie ocenić naszą przydatność. W sytuacjach spraw sądowych to często właśnie psycholog poprzez swoją opinie wydaje ostateczny wyrok. Z psychologami i ich propozycjami spotykamy się w dzisiejszym świecie na każdym kroku. Powinniśmy więc być pewni, że to co nam proponują jest wiarygodne i sprawdzalne. Jak jest w rzeczywistości? Dawes nie zostawia złudzeń już w tytule swojej książki – znacząca część tego, co nam się przedstawia jako naukowe to są mity, półprawdy lub całkowite kłamstwa. Autor dokładnie opisuje rozwój psychologii w USA i rozwój mitów, które są dzisiaj wszechobecne. Analizuje badania oceniające skuteczność psychoterapii i przedstawia wyniki badań, które jasno pokazują, że wykwalifikowany i mający wieloletnie doświadczenie psycholog lub psychoterapeuta nie ma większej skuteczności niż minimalnie przeszkolona osoba. Nie ma też związku pomiędzy skutecznością i rodzajem terapii oraz jej długością. Duża część terapii obecnie się pojawiających to efekt mody lub oparcia terapii o ideologię Autor opisuje też bulwersujące przypadki, w których opinie psychologów w sprawach sądowych, decydujące o czyimś życiu, opierane były na intuicji i doświadczeniu psychologa. I pomimo że nie miały żadnych podstaw naukowych sąd kierował się tymi opiniami przy wydawaniu skazujących wyroków.
Spośród wielu opisywanych mitów przedstawię jeden, mocno już zakorzeniony w świadomości społecznej, żeby pokazać jak szkodliwe może być zaufanie, jakie okazujemy naukom społecznym. Wszyscy są dzisiaj obecnie przekonani o wielkim wpływie doświadczeń z dzieciństwa na funkcjonowanie w wieku dorosłym. A oto, co Dawes na podstawie badań naukowych pisze: „Dowody, że doświadczenia z dzieciństwa ograniczają funkcjonowanie w wieku dorosłym w naszej kulturze określa się terminem „romans dzieciństwa”. Ja sugeruję bardziej dramatyczny zwrot: „tyrania dzieciństwa”. Amerykanie dziwią się, jak ludzie z „prymitywnych” kultur akceptują poglądy oparte na niewielkich dowodach, i jak Niemcy w „zaawansowanej” kulturze mogli uwierzyć w nonsens „wyższości rasy aryjskiej”. Jednak nasza wiara w tyranię dzieciństwa ma niewiele więcej fundamentów niż wiara w górskie bóstwa. Owszem, specjaliści od zdrowia psychicznego propagują ten pogląd, ale autorytety od górskiego bóstwa propagują wiarę w górskie bóstwo.”
To jeden z bardzo wielu mitów – o całej liście innych przy okazji opisu kolejnej książki już niedługo. Na podstawie takich i podobnych mitów uruchamia się całe programy społeczne, zatrudnia rzesze psychologów i nakazuje rodzicom określone zachowania. A ich niespełnienie w wielu krajach powoduje pozbawienie praw rodzicielskich. I to na podstawie przekonania podobnego do wiary w górskie bóstwo!

      Wniosek po przeczytaniu tej książki jest jeden – w tak zwanych naukach społecznych trzeba bardzo dokładnie oddzielać ziarno od plew. Smutne jest to, że plew wydaje się być, przynajmniej w świadomości społecznej, znacznie więcej od ziaren. Może stąd też tytuł książki „House of Cards”czyli „Domek z kart”. Czy to oznacza, że cała psychologia nadaje się do wyrzucenia? Stanowczo nie. Jest sporo bardzo wartościowych i ciekawych wyników badań, które mogą być pomocne w naszym codziennym życiu. Trzeba jednak być pewnym, że to co nam proponują jest prawdziwą wiedzą opartą o naukowe metody, a nie ideologicznymi i modnymi pseudonaukowymi bzdurami.

I pytanie na marginesie – czy ktoś z Was oddałby samochód do mechanika, który nie potrafi naprawić swojego samochodu? Zapewne nie. Dlaczego więc tak wielu decyduje się powierzyć swoje życie psychologom, którzy bardzo często nie potrafią poradzić sobie ze swoim własnym życiem?
A dla zainteresowanych polecam link do sprawy Sokala. Wielce pouczający i znaczący przykład wartości tak zwanych nauk społecznych.

Pozytywne myślenie – pożyteczne czy szkodliwe?

Pozytywne myślenie

Chcesz byś szczęśliwy? To zacznij pozytywnie myśleć i wszystko się w twoim życiu zmieni. Wszystko jest dla ciebie możliwe i osiągniesz to, co sobie zamarzysz. Takie obietnice można znaleźć w setkach książek na księgarskich półkach. W książce „Obudź w sobie olbrzyma” Anthonego Robbinsa, jednego z najbardziej rozpoznawanych guru pozytywnego myślenia i rozwoju osobistego, obrazowo to pokazano na ilustracji w rozdziale drugim. W stadzie owiec jedna z nich stojąc na tylnych kończynach i wyciągając przednie do nieba krzyczy do stada: ”Zaraz, zaraz! Słuchajcie! Przecież nie musimy być tylko owcami!”. Obietnice łatwego sukcesu kuszą wielu i coraz więcej osób zaczyna korzystać z recept ideologii „pozytywnego myślenia”. Doświadczeniom takich ludzi poświęcona jest książka Guentera Scheicha „Pozytywne myślenie. Czy może szkodzić.” wydana w roku 2000 przez Gdańskie Wydawnictwo Psychologiczne. Autor na co dzień pracuje jako psychoterapeuta i coraz częściej trafiają do niego z poważnymi problemami osoby, którym ideologia „pozytywnego myślenia” zaszkodziła. W książce autor odnosi się do wyników badań naukowych, ale opisuje też dokładnie siedem przypadków swoich pacjentów oraz podaje inne przykłady z bogatej praktyki. Scheich opisuje historie owiec, które uwierzyły, że nie muszą być owcami. I wtedy na swojej drodze spotkały wilka.

Jakie główne zastrzeżenia do ideologii „pozytywnego myślenia” wysuwa autor?
Pierwszy to myślenie magiczne.
Autor nie używa co prawda słowa magia, ale pisze o używaniu przez ideologów „pozytywnego myślenia” słów i sformułowań mających mieć moc sprawczą czyli tak jak zaklęcia w magii. „Jesteś takim, jak o sobie myślisz” to główna maksyma ideologów „pozytywnego myślenia”. Pomimo wątpliwej wartości tego sformułowania jest ono powszechnie propagowane. Scheich pisze , słusznie moim zdaniem, że samym myśleniem nic nie zmienimy – trzeba świadomie działać naprawiając przez ciężką pracę to, co w nas jest złe lub niewystarczająco dobre. Słusznie zauważa coś, co wydawało mi się zawsze oczywiste:” Wyobrażenia, które nie są ukierunkowane na cel, na osobowość i zdolności pojedynczej osoby, nie wywołają prawie żadnych skutków. W najlepszym wypadku pomogą, ale na krótko. Nigdy jednak nie zmienią człowieka i nie uczynią z niego innej osoby, jak chcieliby tego przedstawiciele „pozytywnego myślenia””. Czytając tego typu sformułowania zawsze mam problem ze zrozumieniem, co się stało, że tak oczywiste stwierdzenia muszą być przypominane?
Drugie zastrzeżenie to podejście propagatorów „pozytywnego myślenia” do ludzkich problemów i cierpień. Joseph Murphy, niezmiennie bardzo popularny w Polsce, twierdzi, że „choroba i cierpienie to nic innego, jak fizyczne objawy destruktywnych nawyków myślowych”. Wynika z tego, że jak zachorujesz na raka, masz wypadek samochodowy lub zmarł ktoś bliski to skutek twoich destruktywnych nawyków myślowych. Prawda, że to oczywiste?!
Trzecim słabym punktem jest twierdzenie proroków „pozytywnego myślenia”, że sukces to działanie wyłącznie naszych własnych sił. Jest chyba dla wszystkich oczywiste, że „bez pracy nie ma kołaczy”, jednak nieprzewidywalność czynników niezależnych od nas jest tak duża, że często pomimo naszych wysiłków nie osiągamy tego, co chcemy.
Oddzielny wątek w książce związany jest z weekendowymi spotkaniami, w Polsce zgodnie z modą nazywane eventami. Co pisze Scheich:” Pewne jest jedno: im większy „sukces dzięki pozytywnemu myśleniu”, „rozwoju osobowości” i „zmiany światopoglądu” obiecuje uczestnikom, tym bardziej niepoważne, z naukowego punktu widzenia, jest seminarium. Obiecanych celów z pewnością nie można osiągnąć podczas sporadycznych, organizowanych w czasie weekendu seminariów, dzięki samej tylko, niezindywidualizowanej pracy grupowej.” Na spotkania weekendowe przyjeżdża bardzo dużo ludzi. Przy całkiem wysokim poziomie opłat za jednego uczestnika jedno jest pewne – sukces finansowy ma organizator. Nie uczestnicy.

Krótko podsumowując przesłanie książki. Osobom, które mają z natury pozytywne nastawienie stosowanie recept zalecanych przez ideologów „pozytywnego myślenia” raczej nie zaszkodzi, ale też najczęściej niewiele pomoże. Stąd też nie mamy wysypu milionerów i „olbrzymów” wśród nas, pomimo ciągle wzrastającej liczby książek obiecujących sukces. Jednak z tego typu publikacji najczęściej korzystają ci, którzy mają jakiś problem ze sobą, często bardzo poważny. I  jak pisze Scheich :””Pozytywne myślenie” jest więc w takich wypadkach niewskazane i doprowadza do tego, czego wyraźnie chciałoby się uniknąć: pogłębienia depresji”. Dla mnie ciekawa jest zależność, nie przytaczana w książce, wprost proporcjonalnego wzrostu liczby osób chorujących na depresję do ilości publikacji o rozwoju osobistym i pozytywnym myśleniu. Podlane pseudonaukowym sosem recepty na szczęście wiodą prostą nogą na manowce. Coś złego się z ludźmi stało, że tak masowo ulegają złudzeniom i fałszywym ideom. Ale jak pisał G.K.Chesterton: „Kiedy człowiek przestaje wierzyć w Boga, może uwierzyć we wszystko”.