koronawirus

Dokąd prowadzi nas koronawirus?

Demokracja - opium dla ludu

Ostatnie miesiące kryzysu, którego przyczyną jest koronawirus pokazują, że znany nam świat się kończy. Nie zajmując się zbytnio dalekosiężnymi prognozami, przyjrzyjmy się temu, co już widać gołym okiem. I przyjrzyjmy się demokracji liberalnej, czyli dominującemu modelowi politycznemu państw świata zachodniego. Pomocą w tym będzie lektura książki Erika von Kuehnelt-Leddihn Demokracja – opium dla ludu (Wydawnictwo Prohibita, Warszawa 2012 – oryginalny tytuł Demokratie – Eine Analyse, wyd. 1996).  We wprowadzeniu do książki pisze on: „Najbardziej palącym problemem naszych czasów jest ratowanie wolności, byśmy nie doczekali chwili, gdy liberalną demokrację zastąpi totalna tyrania”. Czy to słuszne obawy?  Chyba tak. Już ponad 170 lat temu Alexis de Tocqueville pisał, że demokracji grożą dwa niebezpieczeństwa: „anarchia i zupełnie jej przeciwna forma tyranii, jakiej w przeszłości nigdy jeszcze nie było”. Tocqueville opisał też model państwa opiekuńczego, które „przekształci ludzi w „pilne, bojaźliwe zwierzątka”, ponieważ państwo przejmie opiekę nad wszystkimi dziedzinami życia i będzie je w pełni kontrolowało”. Ale co ma do tego koronawirus i jak analiza demokracji dokonana w książce może nam pomóc w zrozumieniu tego, co nadchodzi? Czy jest szansa na obronę wolności? 
Pierwszym bardzo ważnym faktem związanym z obecnym kryzysem, o którym już zaczyna się mówić, to sprawność działania systemu demokracji liberalnej. Kryzys ten w powszechnym odczuciu został sprawniej rozwiązany przez kraje o ustrojach totalitarnych niż kraje demokratyczne. Dotyczy to zarówno sfery ochrony zdrowia, jak i gospodarki. Zarówno ten kryzys, ale i wcześniejsze dokonania gospodarcze i naukowe Chin uderzają bardzo mocno w powszechne dotąd przekonania, że tylko kraje demokracji liberalnej są w stanie zapewnić rozwój gospodarczy oraz sprawnie poradzą sobie z kryzysami. W obecnej sytuacji już widać, że Chiny wyjdą z obecnego kryzysu wzmocnione. To Chiny dostarczają całemu światu respiratory, leki (około 80-90% środków czynnych do leków pochodzi z Chin!) czy maseczki, o które kłócą się rządy krajów „zjednoczonej Europy”. W tym samym czasie władze Unii Europejskiej apelują obecnie do rządów krajów członkowskich, aby nie pozwalały na  wykupienie firm przez Chińczyków . W krajach demokratycznych zaczyna się wzorem Chin wprowadzać totalitarne rozwiązania ograniczające wolność obywateli. Często bezprawnie. Powszechna inwigilacja rodem z Roku 1984 Orwella zaczyna być standardem. Wiele rządów ingeruje też radykalnie w gospodarkę, z zapowiedziami szerokiej nacjonalizacji przedsiębiorstw. Państwo przejmuje coraz więcej obszarów i przesuwamy się dosyć szybko w kierunku całkowitej kontroli obywateli i gospodarki. 

Drugi fakt, jasno widoczny i opisywany już przeze mnie, to coraz większa bezradność i coraz mniejsza odporność psychiczna ludzi żyjących w państwach demokracji liberalnej. Zaczynają przypominać Tocqueville’owskie „pilne, bojaźliwe zwierzątka” i z chęcią oddają swoją wolność w zamian za złudzenie bezpieczeństwa. Wielu oczekuje z nadzieją na pensję obywatelską należną z faktu samego istnienia na tym świecie, której pomysły wprowadzenia przyspieszyły w obecnym kryzysie. 

Czy rządy dzisiejszych krajów demokracji liberalnej będą szły drogą do totalitaryzmu? Zobaczmy co pisze o przyszłości demokracji Erik von Kuehnelt-Leddihn.  Książka zaczyna się od analizy licznych słabości demokracji, szczególnie widocznych w XX wieku. Narastający populizm i coraz częstsze przejmowanie władzy przez „partie Świętego Mikołaja”, które realizują programy powszechnego rozdawnictwa pieniędzy (patrz PiS w Polsce, ale także na przykład Włochy). Brak mężów stanu myślących kategoriami przyszłości i coraz gorsi politycy, których jedynym celem jest wygranie kolejnych wyborów. Polityków tych nie karze też nikt „choćby miał na sumieniu działania, które zwykłego menedżera zaprowadziłyby przed oblicze sądu.” Kolejny problem to niskie lub całkowity brak kompetencji decydentów. Żeby prowadzić działalność gospodarczą w wielu sytuacjach trzeba mieć odpowiednie wykształcenie, dodatkowe kwalifikacje i uprawnienia. Rządzenie krajem nie wymaga w demokracji liberalnej żadnych kwalifikacji. Rządzi oligarchia polityczna i polityk dzisiaj jest ministrem gospodarki, jutro zdrowia, a pojutrze dowolnego innego ministerstwa. To, że nie ma żadnego wykształcenia i doświadczenia nie jest brane pod uwagę. I tak jest na każdym szczeblu, od prezydenta, przez rząd, senatorów, posłów i radnych wszystkich szczebli. Ponieważ obywatele to widzą, mają coraz gorsze zdanie o politykach i demokracji, a w efekcie w wszystkich krajach spada odsetek osób biorących udział w wyborach

„Demokracja stoi po lewej stronie” to kolejna z uwag autora. Ta uwaga jest szczególnie istotna – w krajach zachodnich ideały równości doprowadzono do absurdu. To właśnie z tej cechy demokracji wynika możliwość prowadzenia polityki multikulti, promocji ideologii LGBT+ i zrównania wszystkiego, co się da. Jak pisze autor: „Lewica opowiada się za jednostajnością i im bardziej jednostajny, monotonny jest państwowo-kulturalny-społeczny „krajobraz” państwa, tym lepiej funkcjonuje w nim liberalna demokracja”. Słowa te wpisz wymaluj pasują do Unii Europejskiej i realizowanego przez nią planu zapisanego w Białej Księdze opartej na komunistycznym Manifeście z Ventotene .

Erik von Kuehnelt-Leddihn odnosząc się do przyszłości demokracji przywołuje Platona, dla którego „ewolucja demokracji w kierunku populistycznej, opartej na masach tyranii, była drogą zupełnie naturalną i logiczną”. Odwołuje się do licznych przykładów z przeszłości pokazujących, jak demokracja otwierała drogę totalitaryzmom, w szczególności podczas kryzysów, zauważa, że „demokracja jest instytucją na piękną pogodę, a nadejście brzydkiej – jak to w przyrodzie bywa – nieuchronne, nie sposób zapobiec kryzysowi demokracji”. Dodając do tego obrazu populistyczne media, w zdecydowanej większości lewicowe, mamy system sprzężenia zwrotnego wzmacniającego tendencje populistyczne w społeczeństwach. 

Pretekstem do przyspieszenia tempa wprowadzania totalitarnych rozwiązań może być dzisiaj koronawirus. Jutro znajdzie się inny powód. Warto wiedzieć, że rozwiązania ograniczające naszą wolność wprowadzana w chwili kryzysu pozostają praktycznie bez istotnych zmian, nawet jak kryzys się skoczył. Tak było z regulacjami wprowadzonymi po ataku na WTC w Nowym Jorku czy regulacjami stanu wyjątkowego w ostatnich latach we Francji. Ideologiczne wsparcie do takich działań jest już przygotowane. Mogą to być pomysły budowy superpaństwa na bazie komunistycznej UE lub przywoływane obecnie propozycje rządu światowego, bez którego ponoć nie poradzimy sobie z problemami współczesności. Mogą to być socjalistyczne państwa narodowe przejmujące wszystkie sfery życia w imię większego bezpieczeństwa. A przykład skutecznych, totalitarnych Chin będzie dodatkowo wzmacniał te tendencje. Wystraszone i bezradne, populistyczne masy, które chcą tylko spokojnie konsumować nie tylko nie będą miały nic przeciwko takim działaniom, ale wręcz będą ich oczekiwać. Technologię totalnej inwigilacji, która jest gotowa i przetestowana rządy już dzisiaj zaczynają masowo wykorzystywać w imię znanej dewizy: „Wszystko dla państwa, nic przeciw państwu!”
Czy ktoś jeszcze pamięta słowa z bajki La Fontaine’a: „Lepszy na wolności kęsek lada jaki, niźli w niewoli przysmaki”.

I tam nas prowadzi koronawirus. Obym się mylił. 


I jak zwykle kilka wartych oglądnięcia filmów na YouTube związanych z poruszanym tematem: